łzy Matki Boskiej lub kogoś takiego;

pejs starozakonnego, kieł ziemniaka

gdzieś w kącie kuchni nieba —

tyle o księżycu. Z prawej krzyże cmentarza

i główkę krokus wynieść się odważa

na światło, mróz, lodowe pęknięcia.

Dzięki, światło, za światłość —

to głoska różnicy,

ale nam pozwala wychynąć z piwnicy.

***