Lord Lauderdale tłumaczył zmiany w wartości wymiennej prawem podaży i popytu, czyli rzadkości i obfitości w stosunku do zapotrzebowania. Jego zdaniem wartość pewnej rzeczy może się zwiększać, gdy jej ilość się zmniejsza lub zapotrzebowanie wzrasta; może zaś się zmniejszać w miarę wzrostu jej ilości lub zmniejszenia się zapotrzebowania. Tak więc wartość pewnego przedmiotu może się zmieniać z powodu aż ośmiu odmiennych przyczyn, mianowicie czterech czynników związanych z nim samym oraz czterech innych, wiążących się z pieniędzmi lub wszelkim innym towarem służącym za miernik wartości. Ricardo to obala, jak następuje:
„Towary, na które ma monopol jednostka lub społeczeństwo, zmieniają swą wartość według prawa przedstawionego przez lorda Lauderdale; spadają w cenie ze wzrostem podaży i rosną z popytem; ich cena nie stoi w żadnym koniecznym związku z wartością naturalną. Co się zaś tyczy rzeczy, które podlegają konkurencji ze strony sprzedawców i których ilość w pewnych granicach można pomnażać, cena ich ostatecznie zależy nie od popytu i zaopatrzenia w nie rynku, lecz od zmniejszania się lub wzrastania kosztów produkcji” (t. II, str. 159).
Niecha czytelnik sam porówna tak jasny, ścisły język Ricarda z retorycznymi wysiłkami, jakie czyni p. Proudhon w celu dojścia do tego, że wartość wymienną określa czas pracy.
Ricardo ukazuje nam rzeczywisty ruch produkcji mieszczańskiej, ustanawiający wartość. P. Proudhon abstrahuje od tego rzeczywistego ruchu i poci się nad wynalezieniem nowych procesów i nad urządzeniem świata według pozornie nowej formułki, będącej jednak tylko teoretycznym wyrazem istniejącego i tak jasno wyłożonego przez Ricarda rzeczywistego ruchu. Ricardo za punkt wyjścia bierze obecne społeczeństwo, aby nam wykazać, jak ustanawia ono wartość; p. Proudhon z kolei za taki punkt bierze ukonstytuowaną wartość, aby przy pomocy tej wartości budować nowy świat społeczny. Według p. Proudhona, wartość ustanowiona (ukonstytuowana) powinna zatoczyć koło i zamienić się w ustanawiającą względem świata, całkowicie już ukonstytuowanego według powyższej modły. Określenie wartości przez czas pracy stanowi, zdaniem Ricarda, prawo wartości wymiennej, zdaniem zaś p. Proudhona jest ono syntezą, spójnią wartości wymiennej i użytkowej. Ricardowska teoria wartości jest naukowym wykładem obecnego życia ekonomicznego, Proudhonowska teoria wartości jest utopijną interpretacją teorii Ricarda. Ricardo dowodzi prawdziwości swej formuły, wyprowadzając ją z ogółu zjawisk ekonomicznych i w ten sposób wyjaśniając wszelkie zjawiska, nawet te, które na pierwszy rzut oka pozornie przeczą jego twierdzeniu, jak to rentę, nagromadzenie kapitałów i stosunek płacy do zysków. Właśnie to czyni jego doktrynę systemem naukowym; p. Proudhon, który tę Ricardowską formułę na nowo odkrył za pomocą czysto dowolnych hipotez, zmuszony jest następnie szukać odosobnionych faktów ekonomicznych, torturować je i fałszować, aby przestawić je jako przykłady, jako już istniejące zastosowania, jako zarodki urzeczywistnienia się jego odświeżającej idei (patrz nasz §3, Zastosowanie wartości ukonstytuowanej).
Przejdźmy teraz do wniosków, jakie wyciąga p. Proudhon ze swej ukonstytuowanej (przez czas pracy) wartości.
— Dana ilość pracy ma tę samą wartość, co produkt, który wytwarzamy tą ilością pracy.
— Każdy dzień pracy jest wart tyle samo, co każdy inny, tj. przy tej samej ilości praca jednego robotnika jest tyle samo warta, co każdego innego — nie ma żadnej jakościowej różnicy. Przy tej samej ilości pracy wytwór jednego człowieka wymienia się na wytwór każdego innego. Wszyscy ludzie są tu pracownikami najemnymi, jednakowo płatnymi za jednakowy czas pracy. Wymiana rządzi zasada pełnej równości.
Czy te wnioski są naturalnymi i koniecznymi wynikami wartości „ukonstytuowanej”, tj. określonej przez czas pracy?
Jeżeli względna wartość pewnego towaru określa się ilością pracy niezbędną do jego wytworzenia, to stąd koniecznie wynika, że względna wartość pracy, tj. płaca robocza, określa się również czasem pracy koniecznym do jej wytworzenia. Płaca, tj. względna wartość, czyli cena pracy jest zatem określana przez czas pracy konieczny do wytworzenia wszystkiego tego, co robotnik potrzebuje, aby wyżyć. „Zmniejszcie koszty produkcji kapeluszy, a ich cena ostatecznie spadnie do swej naturalnej ceny, bez względu na podwojenie czy potrojenie zapotrzebowania. Zmniejszcie koszty utrzymania ludzi obniżeniem naturalnej ceny niezbędnych do życia pokarmów i odzieży, a ujrzycie, że płaca spadnie nawet wtedy, jeżeli zapotrzebowanie na robotników znacznie wzrośnie” (Ricardo, t. II, str. 253).
Oczywiście, że mowa Ricarda jest w najwyższym stopniu cyniczna. Przyrównać koszty produkcji kapeluszy do kosztów utrzymania ludzi — jest to samo, co zamienić ludzi w kapelusze. Ale proszę się nie zżymać na ten cynizm. Leży on w rzeczach, a nie w słowach wyrażających te rzeczy. Pisarze francuscy, jak pp. Droz, Blanqui, Rossi i inni sprawiają sobie tę niewinną przyjemność, że zaznaczają swą wyższość nad pisarzami angielskimi zachowywaniem „humanitarnego” języka; jeżeli zarzucają Ricardowi i jego szkole cyniczne wysławianie się, to tylko dlatego, że razi ich, że odsłania stosunki ekonomiczne w całej ich nagości, zdradza tajemnice burżuazji.