Chce być syntezą, a jest złożonym błędem.

Chce jak człowiek nauki wznieść się ponad burżuazję i proletariat, a jest tylko drobnomieszczaninem, bezustannie miotanym w tę i z powrotem między kapitałem a pracą, ekonomią polityczną a komunizmem.

II. Podział pracy a maszyny

Podział pracy według p. Prudhona jest wiecznym prawem, kategorią prostą i oderwaną. Musi mu więc wystarczyć abstrakcja, idea, słowo, aby wytłumaczyć podział pracy w różnych epokach historii. Kasty, cechy, manufaktury, wielki przemysł powinny mieć wyjaśnienie w jednym słowie: dzielić. Pojmijcie najpierw dobrze znaczenie dzielenia, a nie będziecie mieli potrzeby badania licznych wpływów, które w każdej epoce nadają podziałowi pracy pewien określony charakter.

Nie ulega wątpliwości, że zanadto upraszczałoby się rzeczy, gdyby je sprowadzano do kategorii p. Proudhona. Historia nie postępuje tak kategorycznie. Potrzeba było całych trzech wieków w Niemczech, aby ustanowić pierwszy wielki podział pracy, mianowicie oddzielić miasta od wsi. Wraz ze zmianą tego tylko stosunku, miasta do wsi, zmieniało się całe społeczeństwo. Rozpatrując tylko tę jedną stronę podziału pracy, mamy starożytne republiki albo feudalizm chrześcijański, starożytną Anglię z jej baronami albo nowoczesną Anglię z władcami bawełny (cotton-lords). W XIV i XV wieku, kiedy nie było jeszcze kolonii, kiedy Ameryka dla Europy jeszcze nie istniała, a Azja jedynie za pośrednictwem Konstantynopola, kiedy Morze Śródziemne było centrem ruchu handlowego, podział pracy miał zupełnie inny charakter, przedstawiał się zupełnie inaczej niż w wieku XVII, kiedy to Hiszpania, Portugalia, Holandia, Anglia, Francja pozakładały kolonie we wszystkich częściach świata. Rozległość rynku, jego fizjonomia nadają podziałowi pracy w różnych epokach taki wygląd, taki charakter, jakie trudno by było wyprowadzić z jednego tylko słowa „dzielić”, z idei, z kategorii.

„Wszyscy ekonomiści — powiada p. Proudhon — od czasu A. Smitha zwracali uwagę na korzyści i niedogodności prawa podziału, ale kładli daleko większy nacisk na pierwsze niż na drugie, ponieważ to lepiej odpowiadało ich optymizmowi, a przy tym żaden z nich nie zadał sobie pytania, jakie mogą być ujemne strony jakiegoś prawa... Jakim sposobem jedna i ta sama zasada, przeprowadzana ściśle we wszystkich swoich konsekwencjach, prowadzi do wprost przeciwnych rezultatów? Ani jeden ekonomista, ani przed Smithem, ani po im, nie dostrzegł tego, że jest tu zadanie do rozwiązania. Say dochodzi do tego, że uznaje, iż w podziale pracy ta sama przyczyna, która wytwarza dobro, powoduje jednocześnie i zło”.

A. Smith widział bystrzej, niż to myśli p. Proudhon. Widział bardzo dobrze, że „w rzeczywistości różnica zdolności naturalnych między indywiduami jest mniejsza, niż to się nam wydaje. Te tak różne zdolności, które odróżniają ludzi w dojrzalszym wieku, rozmaitych profesji, są nie tyle przyczyną, ile skutkiem podziału pracy”. W zasadzie tragarz różni się mniej od filozofa niż brytan od charta. Tę przepaść między jednym a drugim wytworzył właśnie podział pracy.

Wszystko to nie przeszkadza p. Proudhonowi powiedzieć w innym miejscu, że Adam Smith nawet nie podejrzewał, żeby podział pracy pociągał za sobą jakieś niekorzyści. Nie przeszkadza mu to wcale utrzymywać, że J. B. Say pierwszy poznał, „iż w podziale pracy ta sama przyczyna, która wytwarza dobro, powoduje jednocześnie i zło”.

Posłuchajmy teraz Lemonteya102. Suum cuique103.