„Pan J. B. Say uczynił mi ten zaszczyt, iż w swojej wybornej rozprawie o ekonomii politycznej przyjął zasadę, którą ja wykazałem we fragmencie o wpływie moralnym podziału pracy. Zbyt lekki tytuł mojej książki104 nie pozwolił mu zapewne powołać się na mnie. Tylko temu mogę przypisać milczenie pisarza zbyt bogatego w swe własne zasoby, aby się nie miał przyznać do tak drobnej pożyczki” (Lemontey, Oeuvres completes, tom I, str. 245, Paryż 1840).

Oddajmy mu sprawiedliwość. Lemontey przedstawił dosadnie szkodliwe skutki podziału pracy, tak jak się one obecnie ukształtowały, a p. Proudhon nie znalazł nic do dodania. Ale ponieważ z winy p. Proudhona zajęliśmy się tą kwestią pierwszeństwa, powiedzmy mimochodem, że na długo przed p. Lemonteyem, a na 17 lat przed Adamem Smithem, uczniem A. Fergusona105, ten ostatni przedstawił jasno kwestię w rozdziale, który poświęca specjalnie podziałowi pracy.

„Można byłoby nawet wątpić, czy uzdolnienie ogólne narodu wzrasta proporcjonalnie do postępu techniki. W wielu gałęziach techniki osiąga się cel nawet wtedy, kiedy są pozbawione pomocy rozumu i uczucia, a ignorancja jest matką przemysłu tak dobrze, jak i przesądu. Myśl i wyobraźnia łatwo wpadają w błąd, ale przyzwyczajenie do poruszania nogą lub ręką nie zależy ani od jednej, ani od drugiej. Można by zatem powiedzieć, że udoskonalenie się rzemiosł polega na możności obejścia się bez rozumu, tak by warsztat bez udziału myśli można było uważać za maszynę, której składowymi częściami są ludzie. Generał może być bardzo biegły w sztuce wojskowej, podczas kiedy cała zasługa żołnierza ogranicza się do wykonania kilku ruchów nogą lub ręką. Jeden może uzyskać to, co drugi utracił... W okresie, w którym wszystko jest rozdzielone, sztuka myślenia może sama przez się stanowić oddzielne rzemiosło” (A. Ferguson, Essai sur l’histoire de la société civile, Paryż 1783).

Kończąc więc tę dysputę literacką, zaprzeczamy stanowczo, aby „wszyscy ekonomiści mieli kłaść większy nacisk na zalety niż na usterki podziału pracy”. Dosyć będzie wymienić tu Sismondiego.

Tak więc, co się tyczy korzyści z podziału pracy, p. Proudhonowi nie pozostało nic innego, jak sparafrazować, mniej lub więcej pompatycznie, wszystkim znane ogólniki.

Zobaczmy teraz, jak wyprowadza on z podziału pracy — wziętego jako ogólne prawo, jako kategoria, jako myśl — złe strony, jakie się z nim łączą. Jak się to dzieje, że ta kategoria, to prawo pociąga za sobą nierówny rozkład pracy, ze szkodą dla równościowego systemu p. Proudhona?

„W tę uroczystą chwilę podziału pracy burzliwy wiatr zrywa się nad ludzkością. Postęp nie spełnia się dla wszystkich w jednakowy sposób; zaczyna od tego, że opanowuje małą liczbę uprzywilejowanych. To właśnie to pierwszeństwo dawane przez postęp pewnym osobom, które kazało tak długo wierzyć w naturalną i opatrznościową nierówność warunków, zrodziło kasty i ukształtowało hierarchicznie wszystkie społeczeństwa” (Proudhon, t. I, str. 97).

Podział pracy wytworzył kasty. Ponieważ kasty są wadami podziału pracy, zatem to podział pracy zrodził te wady. Quod erat demonstrandum106. Pójdźmy dalej i spytajmy, co doprowadziło podział pracy do utworzenia kast, hierarchii i uprzywilejowanych? P. Proudhon powie nam: postęp. A co stworzyło postęp? Ograniczenie. Ograniczenie dla p. Proudhona jest to stronniczość postępu względem pewnych osób.

Po filozofii idzie historia. Nie jest to już historia opisowa, ani też historia dialektyczna, jest to historia porównawcza. P. Proudhon przeprowadza porównanie między robotnikiem drukarskim dzisiejszym a średniowiecznym, między robotnikiem z olbrzymich odlewni w Creusot a wiejskim kowalem, między pisarzem współczesnym a średniowiecznym — i przechyla szalę na stronę tych, którzy mniej lub więcej należą do takiego podziału pracy, jaki stworzyło lub przekazało średniowiecze. Przeciwstawia on podział pracy z jednej epoki historycznej podziałowi pracy z drugiej epoki historycznej. Czy to miał wykazać p. Proudhon? Nie. Miał nam pokazać usterki podziału pracy w ogóle, podziału pracy jako kategorii. Po co zresztą nastawać na tę część pracy p. Proudhona, kiedy zobaczymy później, iż sam odwołuje formalnie te rzekome dowodzenia?

„Pierwszym następstwem rozcząstkowanej pracy — ciągnie dalej p. Proudhon — zaraz po zdeprawowaniu duszy, jest przedłużenie dnia roboczego, który rośnie w stosunku odwrotnym do sumy inteligencji włożonej w pracę... Ale ponieważ dzień roboczy może trwać najwyżej szesnaście do osiemnastu godzin, z chwilą więc kiedy nie będzie można zyskiwać na czasie, będzie się zyskiwać na cenie i płaca robocza spadnie... Jedno jest pewne i tylko na to wypada nam zwrócić uwagę, że sumienie powszechne nie mierzy jedna miarą pracy majstra i wyrobnika. Zachodzi więc konieczność obniżenia płacy za dzień roboczy, tak że robotnik, już dotknięty w swej godności przez wykonywanie poniżającej czynności, w ślad za tym odczuwa na swych fizycznych potrzebach niedostateczność płacy” (t. I, str. 97–98).