Tak samo starają się kobiety o zniesienie przepisu, mocą którego kobieta, choćby najbardziej wykształcona, za świadka prawnego np. przy sporządzaniu testamentu nie może być uznana, natomiast analfabeta mężczyzna takim świadkiem zostać może. Zachodzą wobec tego zabawne wprost kolizje. Kobieta-lekarz, która, pisząc receptę albo wystawiając akt zejścia, wyrokuje przecież o życiu człowieka, świadkiem prawnym, jeśli idzie o jakąś nagłą śmierć na ulicy (przy czym potrzebny jest formalny urzędowy protokół) nie może zostać, natomiast jej posługacz, niosący skrzynkę z opatrunkami, tę czynność urzędową spełnić może. Te wszystkie i temu podobne przestarzałe już dziś przepisy z kodeksów muszą być wyrzucone. Natomiast powinny być wstawione przepisy inne, np. co do możności wykonywania przez kobietę urzędu sędziowskiego i adwokatury. Już dzisiaj na ogół zrozumiano i przekonano się, że kobiety mogą być nie tylko równie dobrymi lekarzami jak mężczyźni, ale nawet, że są bardziej na miejscu tam, gdzie idzie o leczenie kobiet i dzieci. Z czasem dojść muszą do zrozumienia, że i w sprawach sądowych, w rozmaitych zatargach między małżeństwem, wobec przestępców małoletnich, wobec spraw o dzieciobójstwo kobieta subtelniej wniknąć potrafi w dusze oskarżonych i łatwiej je zrozumieć i odczuć potrafi niż mężczyzna. Już i dzisiaj są kraje, w których kobiety są adwokatkami, a nawet sędziami. W Paryżu np. głośną sławę zdobyła niedawno p. Miropolska obroną kobiety oskarżonej o zabójstwo dziecka.

Prócz tego do ustawodawstwa wstawiony powinien być szereg przepisów odnoszących się do ochrony macierzyństwa i do ochrony dziecka.

Rozmaici przeciwnicy równouprawnienia kobiet od czasu do czasu szermują argumentem, że kobieta tych samych praw co mężczyzna mieć nie może, gdyż nie wypełnia tych samych co on obowiązków, a mianowicie służby wojskowej. Czy i o ile argument ten jest słuszny? Czy służba wojskowa w samej swej zasadzie jest rzeczą słuszną, o tym tu mówić nie pora i nie miejsce, zaznaczę jedynie, że kobieta jest społecznie bardziej od mężczyzny zasłużona przez to, że jako matka obywateli przymnaża, niż mężczyzna, który jako żołnierz tych obywateli podczas wojen ujmuje, oraz że dziesiątki milionów mężczyzn, do służby wojskowej niezdatnych, w najdrobniejszej nawet mierze praw swych przez to nie tracą.

Ile kobiet podczas porodów ginie, tego tu nie poruszam, nie są to bowiem rzeczy normalne, tak samo jak nienormalnymi rzeczami są wojny. Wspomniałam o tym jedynie dlatego, żeby odeprzeć tak pospolity, a tak pozbawiony treści argument przeciwników równouprawnienia kobiety.

Wychodząc z założenia, że państwo rozumiejące swój własny interes powinno starać się o dobrobyt i zabezpieczenie swych obywateli, domagają się kobiety zabezpieczenia matkom rodzącym kilkutygodniowego odpoczynku od pracy zarobkowej przynajmniej na miesiąc przed porodem i na miesiąc po nim.

Za to, że kobieta ten tak ważny i pożyteczny obowiązek społeczny wypełnia, będąc równocześnie przez pewien przeciąg czasu do pracy mniej zdolna, nie powinna kobieta ponosić dodatkowo jeszcze jak gdyby kary. Państwo powinno przez czas jej niezdolności do pracy zabezpieczyć jej nie tylko utrzymanie, ale też i pomoc lekarską. Powinny istnieć tzw. kasy macierzyńskie w formie instytucji państwowych, w których by każda matka z musu była ubezpieczona. W tych krajach, gdzie istnieją silne organizacje kobiece, takie kasy, na razie prywatne, już funkcjonują, wyświadczając kobietom olbrzymie dobrodziejstwa.

Podobnież i los dziecka powinien być prawnie zabezpieczony. Dziecko, jako istota za swoje przyjście na świat niemogąca ponosić odpowiedzialności, nie może tym samym pokutować za swoje urodzenie w tej lub innej sferze społecznej. Wszystkie niemowlęta jednakie prawo do życia posiadają.

Potworność prawna w postaci rozróżniania dzieci prawych i nieprawych jak najrychlej zniesiona być musi. Tak samo muszą być zniesione różnice wychowawcze. Dziecko aż do chwili, gdy się stanie zdolnym do pracy człowiekiem, na podobieństwo słonecznego światła, powietrza i wody musi otrzymywać wszystkie środki potrzebne do fizycznego, umysłowego i duchowego rozwoju. Bezpłatne utrzymanie i nauczanie dzieci przynajmniej do piętnastego roku życia powinno być prawnie zagwarantowane. I na tym polu inicjatywa prywatna zrobiła już początek. Bezpłatne nauczanie (elementarne zwłaszcza) już jest zaprowadzone we wszystkich państwach cywilizowanych. Prywatne stowarzyszenia dostarczają w niektórych krajach dziatwie szkolnej bezpłatnie ubrań, pomocy szkolnych, a także pożywienia. W Belgii np. stowarzyszenia pomocy szkolnej funkcjonują znakomicie, jak również stowarzyszenia opiekujące się niemowlętami, tzw. „krople mleka”, dostarczające niezamożnym matkom mleka i mączki dla dzieci, oraz „żłobki”, rodzaj ochronek, gdzie matki składają swe niemowlęta na czas, który spędzają w fabrykach lub warsztatach. — Rzecz prosta, instytucje te powinny osiągnąć ten rozmiar, żeby ogół dziatwy mógł być ich pieczą objęty.

Powiedzieliśmy wyżej, że szkoły są już dzisiaj w większości krajów cywilizowanych bezpłatne i obowiązujące. Jednakże tylko szkoły elementarne. Jest to stanowczo za mało. Oświata, a nawet wiedza nie mogą stanowić przywileju bogatych. Demokratyzacja wiedzy, to hasło przez wiek XIX postawione, dotąd urzeczywistnione nie zostało. Szkoły średnie, a nawet wyższe, powinny być również bezpłatne i również obowiązujące. Dawniej mniemano, że kowalowi lub szwaczce nawet czytanie i pisanie potrzebne nie są. Dziś już głośno takiego zdania nikt wypowiedzieć się nie ośmieli. Zróbmy jeszcze krok dalej i żądajmy uprzystępnienia wszelkich szkół, nie tylko elementarnych jak dotychczas.

Wszystko to, co mówiłam, odnoszę, rzecz prosta, do ogółu ludzkości, a nie tylko do jej połowy, jak to się czyni dotychczas. Przecież kobietom dotąd oświata, poza elementarną, była wzbroniona. Szkół średnich dla kobiet właściwie nie ma wcale, a do wyższych uczęszczać nie wolno albo wolno tylko wyjątkowo.