Kobiety w ciągu ostatnich lat 30 staczać musiały wprost niesłychanie ciężkie walki, ażeby sobie zdobyć prawo kształcenia. Co za ironia! Władze powiadają: „Nie damy ci praw, bo nie jesteś do nich przygotowana, nie jesteś równie jak mężczyzna wykształcona”, ale gdy kobieta uczyć się pragnie, też same władze drzwi szkół średnich i wyższych zamykają kobiecie przed nosem.
I dalej powiadają kobiecie: „Jesteś istotą słabszą” i dlatego utrudniają jej warunki istnienia. Wiemy przecież, że oświata, wiedza są najskuteczniejszą bronią w walce życiowej: ciemny, niewykształcony musi z konieczności ulec światlejszemu. „Słabsza jesteś kobieto, bądźże w dodatku ciemna”. A jednak, mimo te wszystkie przeszkody i zapory, ta „słaba” kobieta ciągle idzie naprzód i zdobywa sobie swoimi słabymi siłami różne szkoły, różne zawody i urzędy, dotąd tylko mężczyznom dostępne. Mamy już dzisiaj lekarki, profesorki, aptekarki, prawniczki, w niczym męskim swym kolegom nieustępujące. I jeśli mimo tych utrudnień kobieta do tych rezultatów, które widzimy, dojść potrafiła, widocznie ani jej siły nie są tak słabe, ani zdolności tak małe, jak to sądzili ci, którzy jej dostępu do wiedzy i światła bronili. Prosta logika i sprawiedliwość domagają się, aby oświata i wiedza jednako były dostępne zarówno dziewczętom, jak chłopcom.
Naturalnie przesądy i długoletnie przyzwyczajenia wśród ogółu również zwalczane tu być muszą. Rodzice, przede wszystkim, nie powinni robić różnicy między dziećmi i dbać jednako o wykształcenie córek jak synów. Za granicą istnieją szkoły średnie tzw. koedukacyjne, to znaczy takie, gdzie się wspólnie uczą chłopcy z dziewczętami. Szkoły takie już od lat kilkunastu istnieją w Finlandii, Szwecji, Holandii, częściowo w Szwajcarii, a nawet w Niemczech. U nas tylko szkoły elementarne są wspólne dla chłopców i dla dziewcząt, gimnazja są już tylko dla chłopców przeznaczone.
Dotąd nie ma ani jednego rządowego gimnazjum dla dziewcząt w całej Austrii. Tak samo nie ma prawdziwych szkół średnich dla dziewcząt ani w Królestwie, ani w Poznańskiem. Te szkoły żeńskie, które tu pod tą nazwą figurują, nie dają kończącym je dziewczętom praw do dalszego kształcenia na uniwersytetach. Toteż o gimnazja upominają się kobiety już od lat kilkunastu, jak dotąd bezskutecznie. Rząd austriacki zamiast gimnazjów dał kobietom licea, dobre skądinąd szkoły, ale niedające praw do uczęszczania na studia wyższe. Wolno ukończonej licealistce być tylko nadzwyczajną słuchaczką na wydziale filozoficznym, na medycynę po ukończeniu liceum chodzić nie może. Toteż drogą prywatnej inicjatywy powstało w Galicji sześć prywatnych gimnazjów żeńskich, to jednak są drogie (opłata wynosi 200 koron rocznie) i jest ich za mało. W dodatku sprawa wykształcenia kobiet musi być rozstrzygnięta zasadniczo. Rząd musi dbać o wykształcenie całej ludności, a nie tylko męskiej połowy, jak było dotychczas. Powinny być dostępne wszystkie szkoły średnie dla dziewcząt, inaczej, powinna być zaprowadzona koedukacja, czyli wspólne kształcenie obu płci w gimnazjach, tak samo jak się to obecnie w szkołach elementarnych praktykuje. Jeśli przy tej reformie okaże się (bo się okazać musi), że miejsca dla chłopców zabraknie, będzie to jaskrawym dowodem, że szkół w ogóle jest za mało. Usunięta zostanie natomiast krzycząca niesprawiedliwość, skutkiem której połowa ludności jest możności kształcenia się pozbawiona.
Ze sprawą jednakowego wychowywania i wspólnego kształcenia obu płci wiążą się bezpośrednio kwestie, któreśmy w 7 i 8 punkcie elementarza kwestii kobiecej pomieścili. Dotyczą one tzw. podwójnej moralności, którą dzisiejsza ludzkość uprawia. Wiemy dobrze, że inną moralność przepisuje mężczyzna sam sobie, a innej wymaga od kobiety. „Porządny” mężczyzna może być równocześnie kłamcą, oszustem i krzywdzicielem w stosunku do kobiety. „Poszumiał trochę za młodu” — z pobłażliwością mówią ojcowie i matki o synach swoich. Ile łez kobiecych z powodu tego „szumienia” popłynęło, tego się w rachubę nie bierze. Nie oblicza się również tych krzywd moralnych i fizycznych, jakie są bezpośrednim następstwem owego „szumienia”. Choroby weneryczne są zaraźliwe, często nieuleczalne i dziedziczne. Nasi „porządni” mężowie w 75% przypadków zarażają swe „ukochane” żony chorobami od prostytutek w czasie owego „szumienia” nabytymi. Ustawiczne charłactwo6 żon, kwitnących zdrowiem w czasach dziewczęcych, bezpłodność, ślepota u dzieci, często niedołęstwo całkowite lub częściowe potomstwa — oto przez lekarzy stwierdzone skutki owego „pozwalania” sobie przez mężczyzn. Ale najcięższą krzywdą przez mężczyznę kobiecie wyrządzoną jest zepchnięcie kobiety, żyjącej, równej jemu istoty, do roli zwykłego narzędzia, służącego do zaspakajania zmysłowych potrzeb, a mówiąc ściśle podrażnień.
„Prostytutka” — to wyraz hańbiący. „Prostytutkę” wyrzucono poza społeczeństwo. Ale mężczyźni z tej prostytutki korzystający to nasi „ukochani” ojcowie, mężowie, bracia, to nasi „szanowani” posłowie, lekarze, kupcy, adwokaci. Toteż o zniesienie tej podwójnej moralności, tej obłudy obyczajowej walczy uświadomiona kobieta.
Powstają tzw. ligi abolicjonistów, których zadaniem walka z prostytucją, a przede wszystkim walka z sankcjonowaniem prostytucji przez rządy. W jesieni 1908 odbywał się w Genewie kongres abolicjonistów. Jeden z mówców pod adresem rządów wszelakich zadawał pytania: Dlaczego rząd karze na mocy odpowiednich paragrafów ustawy osoby, którym udowodniono handel żywym towarem, tj. dostarczanie dziewcząt do domów rozpusty, a na mocy innego paragrafu tejże samej ustawy wydaje formalne konsensy na domy publiczne, a nawet je odpowiednim podatkiem okłada? Dlaczego rząd, uważając małżeństwo za jedyną formę współżycia dwóch jednostek płci różnej, karze ludzi żyjących w tzw. konkubinacie, czyli na wiarę, a równocześnie sankcjonuje poligamię, czyli wielożeństwo, przez różne ustawy, reglamentujące prostytucję, nakazujące sanitarne rewizje mieszkanek domów publicznych itd., itd.
Te wszystkie niekonsekwentne, a obłudne ustawy uświadomione kobiety zwalczają. Dzięki niestrudzonej agitatorce p. Józefinie Buttler7 tzw. reglamentacja prostytucji została zniesiona w Anglii i Szwajcarii (z wyjątkiem miasta Genewy, które się boi o dochody, jakie od cudzoziemców z tego źródła płyną). W Szwajcarii lud okazał się do tej kwestii dojrzały. Kiedy dzięki intrygom właścicieli domów publicznych i różnych tzw. sutenerów, czyli utrzymanków prostytutek, chciano w Szwajcarii reglamentację, czyli ustawowe regulowanie nadzoru nad prostytucją przywrócić, lud podczas tzw. referendum, czyli powszechnego ludowego głosowania oparł się temu stanowczo. Tak samo zdrowy instynkt ludu znalazł wyraz w przejawie dzikim wprawdzie, lecz bardzo znamiennym podczas rewolucji w Królestwie, gdy w ciągu jednego dnia zburzono kilkadziesiąt domów publicznych w Warszawie8.
Wielkie nadzieje, jeśli idzie o środki zaradcze, pokładają we wspomnianej wyżej koedukacji, czyli wspólnym kształceniu obu płci. I to nie tylko kształceniu, lecz wychowaniu. To bowiem, co się dziś praktykuje, jest jak gdyby umyślnym drażnieniem obu płci. Otaczamy zazwyczaj sprawy rozmnażania głęboką tajemnicą, a równocześnie uczymy dziewczęta, jak się wobec chłopców zachowywać, aby ich zmysły jak najskuteczniej podrażnić. Chłopcom, odwrotnie, pozwalamy na wszystkie wybryki i ekscesy. Wspólne wychowanie w rodzinie i szkole elementarnej przerywa się, jakby naumyślnie, w szkole średniej, żeby ciekawość zaostrzyć, a tajemniczością zmysły pobudzić. Na bale chodzić razem wolno, obejmować dziewczynę w tańcu również, dowcipkować i flirtować na zebraniach towarzyskich także, tylko do szkoły razem chodzić i uczyć się razem nie wolno. To jest strasznie niebezpieczna i gorsząca rzecz! Umiejętnie przeprowadzona koedukacja wiele dobrego zdziałać może. Chłopiec zacznie patrzeć na dziewczynę przede wszystkim jak na koleżankę, towarzyszkę pracy, a nie jako na istotę płci odmiennej; przyzwyczai się do jej towarzystwa i przez to mniej zagadkową, mniej nęcącą istotą będzie dla niego kobieta. Przez ciągłe obcowanie z dziewczętami nabędzie chłopak miękkości w obejściu, nabędzie słodyczy i łagodności charakteru, czyli cech, których mu dziś tak bardzo na ogół brakuje. Prócz tego, i to jest rzecz najważniejsza, nabierze dla kobiety szacunku i nie będzie mógł jej traktować jako przedmiotu rozkoszy, jako towaru, który można dostać za pieniądze. Następstwem musi być większa czystość uczuć i myśli mężczyzny.
Jednako bowiem czysty winien być ojciec przyszłych pokoleń, jak i ich matka. Cechy ojca przechodzą jednako na dziecko, jak i jego rodzicielki. Czyż jednostka moralnie zdeprawowana może zdrowej moralnie jednostce dać początek?