I dlatego miała rację pisarka p. Rygier-Nałkowska42, gdy na Zjeździe Kobiet odbytym w Warszawie w r. 1907 wystąpiła z zarzutem, że cały ten Zjazd był bez treści, że nie sięgnął istoty rzeczy, że nie dotarł źródła, pomimo że, jak wiemy, Zjazd ten dał bardzo wyczerpujące sprawozdanie z przebiegu walki kobiet o równouprawnienie na wszystkich polach, na których kobieta dotąd była upośledzona. Miała p. Nałkowska rację zupełną w tym, że żądała wniknięcia w sprawy miłości, stworzenia nowych norm etycznych rządzących ludźmi, nakreślenia nowego ideału erotycznego. Czy i o ile udało się p. Nałkowskiej powiedzieć w tej sprawie cośkolwiek nowego, o tym powiemy później, na razie podkreślam tylko słuszność jej żądania: rewizji norm etycznych obowiązujących ludzkość dzisiejszą.

Tego samego żądał p. Benedykt Hertz w swoich artykułach drukowanych w „Społeczeństwie” (Warszawa 1907) i zatytułowanych Wulkan przyszłości. Powiada on mianowicie, że „budząca się obywatelka zażądać musi rewizji wszelkich instytucji społecznych, całego dotychczasowego dorobku kulturalnego, mającego na względzie potrzeby tylko jednej połowy ludzkości. I sięgnąć ona musi do podstaw ustroju — do rodziny”.

Próby tego sięgania spotykamy od pewnego czasu w literaturze i publicystyce. Zabierają tu głos pisarki tzw. najmłodsze, z panią Rygier-Nałkowską na czele: Marion43, Theresita44, Łuskina45, Zawistowska46, Ostrowska47, Savitri48 i inne, oraz publicyści i publicystki jak Stanisław Brzozowski, Benedykt Hertz, St. Poraj, dr. Miklaszewski, Maria Turzyma, Iza Moszczeńska itd. Szczegółowy przegląd całej tej literatury dała w ostatnich dwóch numerach „Steru” z r. 1908 p. Kazimiera Ostachiewiczowa w artykułach zatytułowanych Z zagadnień etyki obyczajowej.

Zasadniczą treścią wszystkich wzmiankowanych utworów i artykułów jest rozpatrzenie erotycznej strony dzisiejszego stosunku kobiety do mężczyzny. Mógłby ktoś powiedzieć: cała beletrystyka dotychczasowa wszystkich narodów po wszystkie czasy zajmowała się dziejami miłości. Zupełna prawda. Jednakże między tymi dawnymi a nowymi poglądami na miłość występuje zasadnicza różnica.

Kobieta nowa, wychowana w porównaniu z pokoleniami dawnymi we względnej wolności, sięgnąć musiała z natury rzeczy po wolność najistotniejszą, tj. po wolność rozporządzania swoją osobą. Miłość według dotychczasowego pojęcia, podająca kobietę w moc i władzę mężczyzny, skazująca ją na różne wyrzeczenia się i samozaparcia w imię przeróżnych zbankrutowanych już dzisiaj ideałów — nie mogła zadowolić kobiety dzisiejszego pokolenia. Kłamstwo, obłuda, oszustwo jako bezpośrednie następstwa dotychczasowego stanu rzeczy nową kobietę wstrętem przejmować poczęły. Zapragnęła szczerości w stosunkach. I widzimy oto całe szeregi kobiet niezadowolonych, nieszczęśliwych, w poszukiwaniu nowych form miłości przegrywających nawet życie samo. Tak się mniej więcej przedstawiają bohaterki autorek „najmłodszych”: Życia Marion, Kobiet, Księcia lub Rówieśnic Nałkowskiej. I typy te wzięte są istotnie z życia. Zrywająca więzy kobieta musiała potargać przede wszystkim najmocniej krępujące ją okowy, jakie jej dotychczasowe formy miłości narzucały. Pierwszym odruchem mimowolnym, i zupełnie zresztą zrozumiałym po zrzuceniu przez wieki krępujących ją więzów, było nurzanie się w swobodzie, używanie wolności za wszelką cenę, używanie do syta, do przesytu. Tym się tłumaczy zaznaczony przez jedną z petersburskich studentek na ostatnim zjeździe warszawskiego Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich fakt, że znaczna liczba młodzieży żeńskiej ze sfer zarówno robotniczych, jako też i studenckich apoteozuje49 tzw. wolną miłość i pędzi przed siebie na oślep, nie zastanawiając się w szale używania ani nad oceną swego postępowania, ani nad żadną odpowiedzialnością, czy to jednostkową, czy społeczną.

Że w tej grze namiętnej, stawiającej życie na jedną kartę znajduje chętnych partnerów-mężczyzn, czyż temu dziwić się można? I czy całemu temu zjawisku w ogóle można się dziwić?

Każdy ucisk, każda niewola wywołuje zazwyczaj reakcję. Mężczyzna żył dotąd w mniej lub więcej jawnej poligamii. Wprawdzie przepisy Kościoła i prawo nakazywały mu w stosunku z kobietą formę monogamiczną, ale umiał sobie z tymi przepisami jakoś poradzić. Na poligamię50 pozwalał mu po cichu obyczaj, pozwalała mu kobieta, a co najważniejsze on sam siebie rozgrzeszał, usprawiedliwiał. Pomagali mu w tym skwapliwie przyrodnicy-lekarze, socjologowie najdziwaczniejszego pokroju. U zwierząt nie ma monogamii, tylko u wyjątków, pouczali pierwsi; wstrzemięźliwość szkodliwie na zdrowiu odbić się może, przestrzegali drudzy, w obecnym kapitalistycznym ustroju społecznym prostytucja jest złem koniecznym, przekonywali trzeci.

Kobieta natomiast, pomimo istnienia poliandrii51 u zwierząt, pomimo owego „szkodliwego” wpływu wstrzemięźliwości, płciowej dla zdrowia i pomimo ustroju kapitalistycznego, według wymagań dotychczasowej moralności musiała być czysta przed ślubem, a wierna mężowi po ślubie. Tak postanowił mężczyzna, który pragnął czystości rasy i chciał nie mieć wątpliwości co do swego ojcostwa. Kobieta zasugestionowana, zresztą siłą warunków zmuszona, owemu obyczajowemu prawu się poddała. Że się niesłychanie często spod owego prawa wyłamywała, wiedział o tym dobrze mężczyzna i postanowił temu zapobiec przez ustawę o dzieciach nieślubnych, o wiarołomstwie żony, wreszcie przez wyjęcie spod praw prostytutki.

Czy i na ile przepisy te się przydały? Jest faktem, że na ogół kobieta dotychczasowa wiodła żywot od mężczyzny czyściejszy. Czy jednak w swej istocie czyściejsza od niego była? Sądzę, że nie. Przychodzi mi tu na myśl jedna z nowelek Louisa. Rzecz dzieje się we Francji. Ksiądz, ulubiony przez damy spowiednik, dowodzi w towarzystwie, że w istotne popełnianie wielkiej ilości grzechów na tle erotycznym a komunikowanych mu przez penitentki52 — nie wierzy. Twierdzi natomiast, że kobieta, zbyt tchórzliwa wskutek nacisku opinii publicznej, by się aż do czynu grzesznego posunąć, tak jest jednak przez owe zakazane dla niej formy miłości nęcona, że choć w wyobraźni musi one grzechy popełniać, by odczuć całą sensację bodaj urojonych przeżyć. Jest w tym dużo psychologicznej prawdy. Wielka ilość kobiet mijającej doby jeśli nie grzeszyła życiem, to grzeszyła bodaj wyobraźnią; dzisiejsza kobieta przełomowa, ponieważ te dawne „grzechy” przestała już za „grzech” uważać, z łakomstwem nowicjuszki i całkiem otwarcie rzuciła się na zakazane dla niej dotychczas owoce.

Ta gwałtowna reakcja oraz owe szczere wypowiedzenia się pisarek najmłodszych dowodzą, że skrępowany w kobiecie pęd ku zadowoleniu instynktu płciowego przez to skrępowanie nie tylko nie zaniknął, ale nawet nie osłabł. Wypaczył się tylko.