Jak należy to „wejście w krew” rozumieć? Dlaczego w wyzwoleniu kobiety dzisiejszej mężczyzna nie widzi swego bezpośredniego interesu? Dlaczego nawet wśród poważnej większości kobiet dzisiejszych kwestia własnego ich wyzwolenia nie budzi należytego zainteresowania?

Jakem już powiedziała uprzednio, dla wielkiej liczby nawet bardzo postępowych ludzi równość i wolność kobiety jest pojęciem nowym, a co gorsza narzuconym z zewnątrz. Świeżo słyszałam zapytanie z ust słuchaczki uniwersytetu: „Dlaczego ci wszyscy koledzy są wobec nas, koleżanek, tacy eleganccy, dlaczego nie odnoszą się do nas po prostu po koleżeńsku, po ludzku, ale z jakąś średniowieczną kurtuazją, grając wobec nas ustawicznie rolę cavaliero servante39, by natychmiast zmienić maskę, jeśli naprzeciw stanie kolega-mężczyzna?”.

I odwrotnie, słyszałam od słuchaczów-mężczyzn narzekania, że koleżanki są na uniwersytecie zawadą, bo wyflirtowują sobie u asystentów różne ulgi, pierwszeństwa, pomoce, których by dany asystent słuchaczowi-mężczyźnie pożałował. Ten jeden przykład wystarczyć może za dowód, że przeciętny mężczyzna nawet inteligentny i wykształcony nie widzi w koleżance-słuchaczce równego sobie studiującego człowieka, lecz przede wszystkim kobietę. Że jednak do kłamanego stosunku wobec kobiety przywykł, więc się na szczerość i prostotę zdobyć nie potrafi. Tak samo i kobieta nie może zapomnieć używania swej, dotąd tak niezawodnej broni: grania na zmysłach mężczyzny dla zdobycia sobie swobody istnienia, a chociażby nawet tylko (ubliżającego jej przecie) przywileju.

U pewnej, może nawet dość dużej liczby profesorów, asystentów, słuchaczów na dnie odszukać by można z pewnością myśl utajoną: „Widzimy was oto w pracowniach, na ławach uniwersyteckich jako studiujące niewiasty, daleko jednakże chętniej widzieć byśmy was chcieli w sali balowej, buduarze40 lub komnacie małżeńskiej”. Że u wielu słuchaczek z pewnością analogiczne myśli istnieją, dowodzą modne fryzury, metrowe kapelusze, bluzki z rękawkami po łokcie spotykane tak często w salach wykładowych.

Należy sięgnąć głębiej i zedrzeć z tego faktu jeszcze jedną osłonkę. „Według przepisów ustawy jesteś równą mnie koleżanką, ale ta równość tylko na ławie uniwersyteckiej mnie obowiązuje; wiem bowiem dobrze, że jeśli zawiążę z Tobą stosunek miłosny w jakiejkolwiek bądź formie, panem Twoim się stanę i zniewoloną Cię ujrzę”. Czyż nie tak myśli dziś jeszcze stosunkowo duża liczba męskiej młodzieży, nawet inteligentnej? A młodzież żeńska? Czyż tak bardzo rozminę się z prawdą, jeżeli powiem, że nawet wśród studentek wynaleźć by się dały jednostki, które by z gustem zamieniły skalpel sekcyjny na berło domowo-gospodarskie, o ile by wspólnika do założenia owego domu udało im się znaleźć? A w owym współzałożycielu domowego ogniska jakże chętnie uznałyby Pana i z jaką rozkoszą słodką niewolę znosiły?

Szczerze i otwarcie żadna strona się do tego nie przyzna. Są to myśli i uczucia zazwyczaj bardzo głęboko i bardzo starannie ukrywane. Maskuje się je zazwyczaj najrozmaitszymi pozorami. I kłamią jednako strony obie.

Mężczyzna dzisiejszy zarzuca kobiecie słabość fizyczną, niższość umysłową, a według najnowszej mody nawet nieodpowiedzialność moralną i wyciąga stąd konsekwencje w formie tworzenia najrozmaitszych ograniczeń prawnych kobiety. Tymczasem w istocie całego tego sztucznego aparatu używa jedynie w celu zamaskowania swojego najtajniejszego pragnienia: utrzymania jak najdłużej kobiety w roli powolnej, biernej, uległej, kornie ubóstwiającej go samiczki. Jest mu z tym przecie wygodnie i tego właśnie według jego dzisiejszych poglądów wymaga jego interes.

A kobieta dzisiejsza, zarzucająca mężczyźnie brutalność, obłudę, niesprawiedliwość, udająca zgnębioną i pokrzywdzoną, w gruncie rzeczy jest z owej niewoli, na którą sarka41 zadowolona, pokrzywdzenia nie odczuwa zupełnie, a w atmosferze owego fałszu nawet dobrze się czuje. Ospałość, lenistwo, nieodpowiedzialność, zepchnięcie ciężaru życia na barki mężczyzny — to dla wielkiej liczby kobiet ideał wygodnego życia. Czyż dla takich kobiet równouprawnienie może przedstawić jakikolwiek interes?

I czyż można się dziwić, że z drugiej strony dla ludzi głębiej patrzących, dzisiejsza walka o równouprawnienie kobiety o to formalne, zewnętrzne jej równouprawnienie w sensie nadania jej praw politycznych lub też dopuszczenia jej do adwokatury czy też sądownictwa wydaje się walką niewiodącą do celu?

Ludzie ci zdają sobie sprawę, że droga wiodąca do wyzwolenia kobiety prowadzi jedynie przez odrodzenie wewnętrzne zarówno kobiety, jak i mężczyzny, przez zmianę ich wzajemnego do siebie stosunku i to stosunku podstawowego, określającego się przez miłość.