Gdy ogół mężczyzn sprawę stosunku swego do kobiet zrozumie, wówczas samo przez się zniknie dotychczasowe upośledzenie, jak i uprzywilejowanie (nb.36 obłudne i pozorne) kobiety. Ale o tym będzie mowa w odczycie następnym. Na razie podkreślę tylko, że z chwilą uznania odrębności kobiecej i jej samoistności jako jednostki ludzkiej nastąpić musi jako prosta konsekwencja całkowite jej uprawnienie we wszystkich tych dziedzinach, w których jej praw dziś nie dostaje. Samo formalne równouprawnienie kobiety już to przez nadanie jej praw politycznych, już to przez ekonomiczne uniezależnienie nie rozwiąże kwestii kobiecej ani pokrzywdzenia kobiety nie zniesie.
Przez odnalezienie siebie i uwierzenie w siebie oraz wyodrębnienie i usamoistnienie prowadzi jedynie droga do prawdziwego wyzwolenia dla kobiety.
II
Rozpatrując przyczyny kwestii kobiecej oraz stosunkowo małego zainteresowania tą kwestią wśród szerszego ogółu społeczeństwa, a nawet kobiet samych, dotknęłam tzw. wewnętrznego niewolnictwa kobiety.
Przeciętna kobieta dzisiejsza nie żyła dotąd życiem samodzielnym, nie czuła się sama przez się jednostką. Powiedziałam: „przez odnalezienie siebie i uwierzenie w siebie przez wyodrębnienie i usamoistnienie prowadzi jedynie droga do prawdziwego wyzwolenia kobiety”. Obecnie postaram się wykazać, że ani formalne, zewnętrzne uprawnienie kobiety, ani nawet wewnętrzne odrodzenie samej kobiety jeszcze kwestii kobiecej nie rozwiąże.
Cały dotychczasowy ruch kobiecy z wyjątkiem może paru lat ostatnich zajmował się wyłącznie zewnętrzną, inaczej powiedziawszy formalną stroną życia kobiety. Ten kierunek ruchu kobiecego, ta jego ograniczoność sprawiały właśnie, że szerszy ogół kobiet odnosił się do niego z niechęcią. Instynktownie kobieta odczuwała, że ani przez otwarcie uniwersyteckich podwoi, ani gmachów sejmowych i parlamentarnych, ani nawet przez zdobycie najwyższych dobrze płatnych stanowisk czy urzędów — w jej życiu osobistym zmieni się niewiele. Wprawdzie nie ulega wątpliwości, że przy zmianie zewnętrznych warunków życia zmienia się do pewnego stopnia i treść życia samego, zmiana ta jest jednak zawsze tylko powierzchowna, o ile jest następstwem tylko zewnętrznego przymusu.
Dzisiejszy fabrykant lub przemysłowiec będzie tylko wtedy popierał ustawy o ubezpieczeniu robotników lub skróceniu dnia roboczego, jeśli w tym będzie widział swój bezpośredni interes. Zrobi to także wprawdzie i pod przymusem prawa, ale przy pierwszej okazji o zmianę tego prawa się postara, jeśli ono z jego interesem będzie stało w sprzeczności.
Kobieta dzisiejsza orientuje się bardzo dobrze, że wszelkie prawa zdobyte przez nią są na mężczyźnie — wymuszone.
Mężczyzna bowiem dzisiejszy w uprawnieniu kobiety nie widzi swego bezpośredniego interesu. Dając kobiecie prawa — kłamie. Wstydzi się jeno37 na początku XX wieku przyznać się otwarcie, że praw tych nie chce, że one wszelkim jego egoistycznym interesom stają na zawadzie. Zwłaszcza wstydzą się tego wszyscy ci mężczyźni, którzy się do tzw. postępowców zaliczyć pragną. Rozebrany z osłonek programowo-politycznych męski osobnik, nawet do najradykalniejszych partii należący, jest często w nagiej treści swej istoty zażartym przeciwnikiem prawdziwego wyzwolenia kobiety. Tym się np. tłumaczy dwulicowa polityka w odniesieniu do praw politycznych dla kobiet uprawiana przez różnych „szczerych” demokratów i postępowców rozmaitych narodowości. Pomimo że programy danych stronnictw głoszą hasła politycznego równouprawnienia obu płci, zawsze w decydującej chwili sprawa ta bywa usunięta, ominięta lub odroczona. Jedna z publicystek rosyjskich38, omawiając tę kwestię powiada, „że nie weszła ona jeszcze w ciało i w krew nawet socjalnej demokracji”. To „niewejście w krew” jest właśnie ową najistotniejszą przyczyną, dla której kwestia kobieca jest dotychczas tak daleka do załatwienia.
I kwestia ta „nie weszła w krew” zarówno mężczyzny, jak i kobiety samej. Gdyby bowiem weszła ona istotnie w ciało i w krew kobiety, tym samym musiałby mężczyzna w jej załatwieniu zobaczyć swój własny interes. A wówczas kwestia musiałaby zostać załatwiona.