Mężczyzna, dla którego kobieta poświęciła swój skarb najdroższy, bo siebie samą, został tym samym sponiewierany, zepchnięty do roli zwykłego zwierzęcia. Za pomocą siły fizycznej zagarnął mężczyzna kobietę w niewolę; dzięki zdobytym tą siłą przywilejom rozwinął swe władze umysłowe, które w dalszym ciągu wykorzystał, by dokładniej zgnębić kobietę. Odebrał kobiecie wiarę w siebie, zabił w niej ją samą. Kobieta, która na to zabicie swego człowieczeństwa pozwoliła, jest w tym winna bezwarunkowo, lecz okoliczność, że tej zatraty dokonała przez mężczyznę i dla mężczyzny (bez którego przecież obejść się nie mogła), sprawiła, że i mężczyzna, który z tego upodlenia kobiety skorzystał, upodlił się i zhańbił nie mniej od kobiety. Spodlił się i zhańbił nawet więcej, bo miał w ręku siłę, podczas gdy kobieta uległa przemocy wobec konieczności. Dla mężczyzny zaś zniewolenie kobiety było tylko kwestią wygody. Po co wkładać w szukanie miłości pracę i energię, kiedy przemocą, gdy się ma silne pięści, zdobyć to można łatwiej? I tak oto stanął mąż jako pan i władca, a naprzeciw niewiasta-niewolnica. Od tej pory zaczęło się urabianie kobiety przez mężczyznę. Im mniej człowieka było w kobiecie, tym większą cenę dawał za nią mężczyzna.

„Kobiecość”, czyli „płeć” kobiety zrobił mężczyzna jedyną jej wartością. I kobieta udoskonaliła w sobie samicę, zatraciwszy prawie całkowicie na jej korzyść swoje człowieczeństwo. Kobieta Wschodu, namaszczająca wonnymi olejkami swe ciało i kultywująca swoje wdzięki z całym nabożeństwem oraz upragnieniem zadowolenia i nasycenia nimi mężczyzny, a także elegantka paryska, trzęsąca modą i zmieniająca ją kapryśnie gwoli32 ustawicznego podrażniania zmysłów mężczyzny — oto godny tegoż mężczyzny wytwór! Taką chciał mieć mężczyzna kobietę i taką się też stała w znacznej większości wypadków. Lecz teraz nagle przychodzą Weiningery33 i niebaczni na to, że dzisiejsza kobieta to dzieło ich własne, ciskają na kobietę wyrok potępienia. „Kobieta jest tylko samicą, podczas gdy mężczyzna jest także i samcem”. I poniewierają i gardzą kobietą. Ale Weiningery, aczkolwiek krótkowzroczni, ludźmi jednak nazwani być mogą. „Mężczyzna korzystający z kobiety-samicy, żądający od niej rozkoszy lub dziecka, kala własne człowieczeństwo” — powiada Otto Weininger na innym miejscu swej popularnej książki Geschlecht und Charakter. Człowiek ten pragnął kobiety-człowieka, lecz zasugestionowawszy sobie fałszywe założenie, że człowiekiem jest jedynie mężczyzna, a kobieta jest tylko wcieleniem szatana, w istnienie kobiety-człowieka nie wierzył. Że zaś na władanie sobą był zbyt słaby, stąd rozstrój nerwowy na tle seksualnym i w rezultacie samobójstwo. Ale śmierć Weiningera nie była bezowocna. Dla nowego pokolenia mężczyzn zdanie Weiningera: jedynie tylko równy z równym, człowiek z człowiekiem współżyć powinien, stało się zasadą; dzisiejszy człowiek-mężczyzna korzystać z samicy w kobiecie nie będzie, bo własną hańbę, własne zbydlęcenie w tym ujrzeć musi. A i kobieta, której Weininger bezwzględnie cisnął przed oczy całą ohydę jej samiczego upodlenia, z książki jego wiele korzyści wynieść może. Dzięki Weiningerowi oczyści się z pewnością stosunek wzajemny obu płci do siebie.

Z cytowanym powyżej zdaniem Weiningera: „mężczyzna żądający od kobiety-samicy rozkoszy lub dziecka kala własne człowieczeństwo” wiąże się ściśle druga bardzo ważna dla kobiety kwestia jej macierzyństwa.

„Macierzyństwo jest celem kobiety, macierzyństwo jest jej przeznaczeniem”. Zdanie to słyszymy codziennie, a powtarzają je najwięksi wrogowie wyzwolenia kobiety, zarówno jak jego zwolennicy. Ja bym jednakże powiedziała: pseudozwolennicy. Boć jedynym celem kobiety jest życie, tak samo jak życie jest celem mężczyzny. Życie zaś to cała suma różnych momentów i przejawów, między którymi życie płciowe oraz związane z nim macierzyństwo tworzy tylko jedno ogniwo. I tak jak nigdy nie będziemy twierdzili, że celem życia mężczyzny jest zapłodnienie kobiety, albo też ojcostwo i nie będziemy mężczyzn specjalnie na mężów i ojców wychowywali, tak samo ograniczenie życia kobiety tylko do wypełnienia funkcji płciowych i rozrodczych musi być za niesłuszne uznane.

Przeznaczanie wyłączne kobiety „na matkę” i ubieranie tej roli w „zaszczyty”, „wzniosłości” i „święte posłannictwa” wszystko to jest rezultatem niewolnictwa kobiety. Kobieta dotychczas nie myślała sama nad sobą i z celu swego żywota nie zdawała sobie sprawy. Mężczyzna natomiast krąg życia nakreślił sobie szerokim promieniem. Do zaspokojenia jednego ze swoich instynktów życiowych przeznaczył całego równego sobie człowieka-kobietę. I zrobił z niej narzędzie rozkoszy płciowej dla siebie, a w następstwie narzędzie rozrodcze gwoli przedłużenia gatunku! I kazał kobiecie zamknąć oczy na wszystkie inne strony życia (które ją tak samo nęciły jak i mężczyznę), i powiedział jej uroczyście: „Świętym posłannictwem twoim jest macierzyństwo”. Kobieta, zasugestionowana i mocą warunków zmuszona, uwierzyła w to swoje „przeznaczenie”, a ze „świętego posłannictwa” zrobiła sobie zaszczyt. I któż by zliczył te hymny, te pienia pochwalne, które na cześć macierzyństwa kobiety wygłoszono. Na tym polu prześcigały się kobiety i mężczyźni. Ellen Key34 w dziełach swoich, które swojego czasu tak zaimponowały filistrom płci obu, podniosła macierzyństwo kobiety do apoteozy. Wyspiański, który kobietę samą z siebie za „nic” uważa, tylko w jednym wypadku korzy się przed tym „niczym”, gdy je w roli matki-rodzicielki widzi. Nawet Ibsen nie ustrzegł się bałwochwalczego zachwytu dla typu poświęcającej się matki.

Ale nie chciałabym zostać źle zrozumiana. Kobieta, która się świadomie instynktowi macierzyńskiemu poddaje, dobrze czyni. Ale nie wolno kobiecie w zadowoleniu instynktu macierzyńskiego widzieć jedynego celu życia, nie wolno jej zatracać siebie dla dziecka. Pełnią życia żyć winna kobieta. Nie „niczym”, ale zupełnym człowiekiem ma być rodzicielka przyszłych pokoleń. Inaczej schodzi do roli automatu — maszyny do rodzenia i hodowania dzieci.

Macierzyństwo jest jednym z najpiękniejszych i najważniejszych momentów życiowych. Ale właśnie w imię tej ważności kobieta matką zostać może tylko o tyle, o ile do tego w skłania ją jej uświadomiona wola. Ani żadne „przeznaczeniowe klątwy”, ani żadne „najświętsze posłannictwa” nie mogą tu odgrywać roli. Ślepe, nieświadome poddanie się instynktowi jest dla kobiety poniżeniem, a zwłaszcza jej bierne, bezmyślne uleganie owemu pseudoprzeznaczeniu.

Toteż nie aniołem, nie dziewicą, nie żoną, nie matką winna być kobieta, ale przede wszystkim człowiekiem i to człowiekiem zupełnym. Powinna zdać sobie sprawę z tego, że sama sobie jest celem. I sobą przede wszystkim być winna. Powinna żyć dla siebie, nie zaś dla mężczyzny lub dziecka. Powinna mieć własne cele, własne pragnienia, dążenia i ideały, a nie być tylko reflektorem, zwierciadłem mężczyzny.

Uwierzyć w siebie samą powinna kobieta i zdać sobie ze swej wartości oraz mocy sprawę. Każdy, kto chce dziś walczyć o wyzwolenie kobiety, powinien budzić w kobiecie wiarę w jej samoistną, niezależną wartość.

Na mężczyźnie wobec kobiecego ruchu wyzwoleniowego ciąży bardzo poważny obowiązek. Ponieważ przez szereg wieków dzięki bezpośredniemu wpływowi i oddziaływaniu mężczyzn kobieta wiarę w siebie utraciła, obecnie powinien mężczyzna w odzyskaniu tej wiary w siebie kobiecie dopomóc. Nie tłumić, nie gasić, nie ośmieszać wyzwoleniowych porywów kobiety, ale całą siłę, energię i doświadczenie życiowe powinien ofiarować kobiecie mężczyzna jako pomoc w walce o odnalezienie jej zatraconego ja. Z pisarzy naszych najdalej w tym kierunku zaszedł Jan Lemański35. Począwszy od Ofiary królewny w każdej jego rzeczy widnieje zrozumienie i odczucie wyzwalającej się kobiety. W swojej Wyzwolence wyraźnie nawet formułuje tę kwestię: „Kobieto, sama siebie stwórz”.