Tymczasem pod słowem losy „narodu” pojmują obecnie losy męskiej jego połowy, tak samo pod słowem głosowanie powszechne rozumieją uczestnictwo w głosowaniu wszystkich mężczyzn. Ci wszyscy, co tak rozumują, są zatem albo nielogiczni, albo nieszczerzy! Ale o to mniejsza!
Jest faktem, że kobieta w Austrii jest całkowicie pozbawiona praw obywatelskich. Nie wolno jej, jak już powiedziałam, do żadnych stowarzyszeń politycznych należeć, nie wolno się dla walki o prawa polityczne stowarzyszać. Nie wolno jej o własnym losie decydować, ani w tworzeniu ustaw o jej własnym losie rozstrzygających uczestniczyć. Ani radcą miejskim, ani posłem sejmowym lub parlamentarnym, ani wójtem, ani burmistrzem, ani ministrem kobieta zostać nie może. Domyślam się, że nawet wśród obecnych tu na sali słuchaczy niejednemu powyższe żądania kobiece jeszcze dziś, już jeśli nie zabawne, to chociaż dziwne się wydają. Dlaczego jednakże, bardzo bym rada25 wiedzieć. Kobieta — matka, nauczycielka, profesorka uniwersytetu — czyż nie może równie dobrze jak mężczyzna zostać ministrem oświaty? Czyż nie większe ma nawet po temu uprawnienie? Toć26 matka wychowuje nawet tego mężczyznę, któremu się później wydaje, że jest jedynie mądry i jedynie w sprawach wychowawczych doświadczony.
A inne podrzędniejsze, mniej odpowiedzialne urzędy i stanowiska? Dlaczego sprawami szkolnymi, szpitalnymi, dobroczynnymi, sprawami dostarczenia mieszkańcom wody, żywności, oświetlenia, uprzątnięcia ulic danego miasta nie może się zająć kobieta? Czyż tego wszystkiego nie robi w domu? Czyż nie ma pod tym względem nawet więcej praktycznego wyrobienia? A czyż teoretyczna strona tych wszystkich kwestii jest taka zawiła? Skoro przeciętny szynkarz27 lub rzeźnik może zostać i często zostaje radcą miejskim i zarówno z teoretyczną, jak i praktyczną stroną zarządu miejskiego poradzić sobie potrafi, tak samo z pewnością przeciętnie inteligentna kobieta potrafi sumiennie spełnić te obowiązki. A lepiej będzie o tyle, że przy decydowaniu o sprawach osobiście kobiet dotyczących, czyli inaczej przy decydowaniu o losach połowy ludności, zaważą głosy kompetentne i jedynie do tego powołane. Dotąd za kobietę decydował mężczyzna i o jej losach rozstrzygał. To było anomalią i to się zmienić musi.
Jaką drogą prawa te kobieta zdobędzie — nie przesądzam i o to nie idzie. Zaznaczam jednak, że nadanie praw politycznych kobietom nawet w konserwatywnej Austrii jest kwestią niedługiego czasu. Jest to konieczną zresztą konsekwencją obudzenia się kobiety i jej wkroczenia na nowe pola działalności. Wraz z większym wykształceniem kobiety i z większą jej odpowiedzialnością musiało przyjść jako proste następstwo konieczne zażądanie przez nią praw. Kobieta-lekarz ma prawo pisać receptę, czyli decydować o życiu pacjenta, ale ta sama kobieta-lekarz nie może być prawnym świadkiem śmierci człowieka. W razie jakiegoś nagłego wypadku na ulicy przechodzący przypadkowo analfabeta, byle mężczyzna, za świadka służyć może, ale nigdy kobieta, chociażby była profesorem uniwersytetu.
Temu podobne śmieszne sprzeczności same wołają o zmianę, zmienione być muszą i będą. To samo zupełnie dotyczy wszystkich praw obywatelskich kobiety. Odmienność płci już dziś przestała być argumentem. Każdy obywatel danego państwa przynoszący temu państwu pożytek w zamian musi mieć pewne prawa. Skoro pożytecznej działalności kobiety nikt już dziś zaprzeczyć nie może, tym samym i praw jej odmawiać nie wolno. Uobywatelenie zatem kobiet, powtarzam, jest tedy tylko kwestią czasu.
Powiedziałam na wstępie, że apatia spotykana u szerszego ogółu kobiet dla kwestii kobiecej może krótkowzrocznemu badaczowi nasunąć wniosek, że kwestia sama jest zbyteczna albo też może przedwczesna. Sądzę, że uporałam się z obydwoma zarzutami. Skoro kobiecie praw nie dostaje28 i skoro nadania jej tych praw odmawiają, musi kobieta o nie walczyć, skoro zaś już dziś istnieją kobiety, które brak tych praw odczuwają, tym samym dziś prawa te nadane im być powinny. Odkładanie nadania tych praw do chwili, aż wszystkie kobiety do praw dorosną, byłoby śmiesznością. Czyż bowiem już dzisiaj ogół mężczyzn dorósł do praw, które posiada? Gdyby tak było w istocie, nie mielibyśmy przede wszystkim całej kwestii kobiecej i nie potrzebowalibyśmy tak zajadle o nią walczyć.
Ciemnym pozostać musi ten, komu się oświecać nie pozwalają, dojrzalszym się nie stanie nikt, kogo sztucznie w rozwoju będą hamowali, z praw korzystać nie nauczą się osobniki spod praw tych wyjęte. Kobieta niedorosłą do praw będzie dopóty, dopóki z praw tych korzystać nie zacznie. I chociażby nawet pozornie w linii rozwojowej ludzkości drobne odchylenie wsteczne przez uprawnienie kobiety nastąpić miało (tak jak np. zaprowadzenie powszechnego głosowania dało zacofany chrześcijańsko-socjalny parlament w Austrii), to szybko odchylenie to będzie przezwyciężone przez wprowadzenie w szeregi walczących o lepsze jutro całych zastępów dotąd biernych utajonych sił kobiecych.
Jednakże ta bierność, i apatia szerszego ogółu kobiet w odniesieniu do kwestii kobiecej musi mieć jakieś głębsze przyczyny. Postarajmy się o ich odszukanie. Poważną część tych przyczyn objąć można ogólną nazwą wewnętrznego niewolnictwa kobiety. Kobieta dzisiejsza nie jest sobą, nie czuje się jednostką samą przez się i samą dla siebie. Jest ona żebrem Adamowym, jest sługą-niewolnicą mężczyzny, jest jego dopełnieniem, podporą, pociechą, osłodą, ozdobą, lalką-zabawką, jest jego wzorem, przykładem, ideałem, marzeniem, jego aniołem lub jego szatanem, jego zbawieniem lub przekleństwem, słowem wszystkim, ale w odniesieniu do mężczyzny.
„Kobieta sama z siebie jest niczym”, oto synteza kobiety, jaką nam daje na początku XX wieku Wyspiański w Wyzwoleniu. I przyznać trzeba, że ma do pewnego stopnia rację. Przeciętna kobieta, aczkolwiek faktycznie nie jest „niczym”, za „nic” uważać się pozwala, a co jeszcze gorsza, ma się za nic sama. Wiekowa niewola zabiła w kobiecie wiarę w siebie, wiarę we własną niezależność osobniczą. Sugestionowano kobiecie jej dodatkową rolę na ziemi. „Źle jest człowiekowi-mężczyźnie być na świecie samemu”29 i oto stworzył Pan Bóg z żebra Adamowego kobietę, aby człowiekowi-mężczyźnie lepiej na świecie było. Od tej prastarej legendy rozpoczynają się dzieje niewolnictwa kobiety, i to niewolnictwa najcięższego, bo wewnętrznego.
Kobieta w tę swoją dodatkową rolę uwierzyła i zatraciła siebie. Owa emancypantka z powieści Prusa, ściągająca buty powracającemu ze spaceru mężowi, stojącemu i moralnie, i umysłowo dużo od niej niżej, oto typ kobiety, która sama sobie celem być nie umie, która ze spojrzeniem wiernego psa patrzy mężczyźnie w oczy, by wyczytać każdą jego myśl, odgadnąć każde życzenie, chociażby te myśli i te życzenia jej osobistą poniewierkę miały na widoku. I takie typy spotykamy w życiu co kroku. Nie chroni przed tym niewolnictwem nawet wyższe wykształcenie kobiety. Jakże często widzieć można dyplomowane doktorki stojące w stosunku do pana stworzenia z zachwytem zupełnie takim samym, jak analfabetki Kasie lub Agaty wobec błyszczących guzików kaprala lub gefrajtra30. Mężczyzna przez swą płeć, przez swą siłę i brutalność na ogół imponuje kobiecie. W miłości dla niego nie umie odnaleźć przeciętna kobieta nic oprócz niewolnictwa dla siebie. A to upodlenie podnosi ona nawet do godności cnoty. Żona poświęca się dla męża, dziewczyna dla kochanka, matka dla syna, zapominając, że ciężko grzeszą przeciw sobie samym przez zabicie człowieczeństwa w sobie przez to samounicestwienie. Żona Ibsenowskiego31 Branda to najwyższy typ takiej kobiety, typ jednakże bezwarunkowo ujemny. Kobiecie siebie zatracać nie wolno. Zupełnie tak samo zresztą nie wolno mężczyźnie zatracać się dla kobiety. Miłość identyfikująca się z niewolnictwem nie jest prawdziwą miłością. W miłości wolni iść obok siebie mogą mężczyzna i kobieta. Nie zapominajmy, że jednako potrzebny jest mężczyzna kobiecie jak kobieta mężczyźnie. O żadnych poświęceniach, zaparciach się, oddaniach nie może tu być mowy. Dwoje ludzi darzy się wzajemnie miłością i wzajemnie jej dla siebie pożąda. Tylko w takich warunkach miłość nie jest upodleniem. Kobieta poświęcająca się dla mężczyzny, zapierająca się siebie, zatracająca swoje ja, hańbi zarówno siebie, jak mężczyznę. Boć nie może być przecie za człowieka uważany mężczyzna, który z takiej ofiary całopalenia korzysta, który to samounicestwienie kobiety dla swoich mniej lub więcej egoistycznych celów wyzyskuje.