Oto mamy w Galicji 11 seminariów męskich, a tylko 3 seminaria żeńskie. Według cyfr Rady Szkolnej Krajowej w r. 1907 rozdano 234 000 koron na stypendia dla chłopców, a tylko 32 000 dla dziewcząt, uczęszczających do seminariów. Prócz tego uzyskano od rządu na te stypendia 65 000 koron dla chłopców, a dla dziewcząt ani grosza.

Jeszcze jaskrawiej przedstawią się te cyfry, gdy powiem, że z pomocą 11 szkół męskich i owych 234 000 koron otrzymuje kraj tylko 5276 sił nauczycielskich męskich (cyfra z r. 1907), zaś owe 3 szkoły żeńskie i owe skromne 32 000 koron dały aż 6027 nauczycielek. Widocznie kobietom nauka i posady były koniecznie potrzebne, skoro własnym trudem i energią potrzebne wykształcenie zdobyły. Ale czy tak być powinno?

Z jakiej racji uprzywilejowywanie chłopaka, a krzywdzenie dziewczyny? Dlaczego dziewczyna ma się kłopotać, męczyć, prywatne szkoły opłacać, pracą pozaszkolną zapłatę tę zdobywać, a chłopiec ma mieć szkołę za darmo i jeszcze stypendium na utrzymanie? Podkreślam te rzeczy umyślnie, by zilustrować krzywdę, jaka się dzieje kobiecie dzisiejszej na polu według mnie najbardziej dla niej ważnym, bo na polu jej wykształcenia.

Jeśli byśmy tak samo zechcieli bardziej szczegółowo rozpatrzyć inne strony kwestii kobiecej, przekonalibyśmy się, że wszędzie jest kobieta upośledzona, w prawach ograniczona.

Walka o to uprawnienie kobiety jest zadaniem różnych lig, związków i komitetów równouprawnienia. W tym miejscu zahaczamy z konieczności o pewien zabawny na pozór, ale dla kobiet jednak bardzo smutny moment.

Trzydziesty paragraf ustawy o stowarzyszeniach zabrania kobietom w Austrii należenia do stowarzyszeń o charakterze politycznym. Paragraf ten, jak już to zaznaczyłam uprzednio, uznaje kobietę za niedojrzałą i bezwłasnowolną na równi z małoletnimi, pijakami, marnotrawcami, wariatami itp. Rezultatem tego jest zupełna niemożność organizowania się kobiet, jeśli chodzi o zdobycie praw politycznych. Niedawno zawiązany Związek Równouprawnienia Kobiet w Krakowie wyraźnie ma w jednym z paragrafów statutu uczynione zastrzeżenie: „działalność polityczna wykluczona”. Pozostaje zagadka istotnie do rozwiązania trudna. W jaki sposób ma kobieta zdobyć prawa polityczne, jeśli prawnie walczyć o zdobycie tych praw nie może? Jeśliby ów Związek Równouprawnienia chciał rozpocząć agitację o prawa wyborcze dla kobiet, natychmiast by go rozwiązano. Cóż tedy kobietom pozostaje? Ano chyba droga nielegalnej walki. Wobec tego nie wolno nikomu ani się naśmiewać z angielskich sufrażetek, ani się gorszyć ich postępowaniem, bo wobec przepisów dzisiejszego prawa redagowanego i bronionego przez mężczyznę kobiecie inna droga prócz nieprawnej nie pozostaje!

I rzecz dziwna. W najbliższym sąsiedztwie leżące kraje, Rosja i Niemcy, owego przedpotopowego paragrafu już nie posiadają. Tylko u nas w Austrii przepis ten do dziś dnia obowiązuje.

Tak samo niewzruszona jest Austria w swym uporze, jeśli idzie o inne prawa obywatelskie kobiety. Do płacenia podatków kobieta jest dorosła, do odpowiedzialności przed sądem za postępki swoje również, do zajmowania posad urzędniczek, nauczycielek, lekarek itp. także, do pracy wyczerpującej w rzemiośle lub fabryce również, ale nie dorosła do tego, by sama o swoim losie mogła decydować.

Kobieta fińska23 może to uczynić, kobieta norweska24 również (o Amerykankach i Australijkach nie mówię, są to bowiem zamorskie ptaki), ale austriacka kobieta nie może, no i kwita! Dlaczego? Chyba się nie znajdzie taki, kto by logicznie mógł na to odpowiedzieć? Uparliśmy się i koniec — mogą jedynie odpowiedzieć mężczyźni, którzy dotąd nielogiczność i upór cechami określającymi „babskie” rozumowanie nazywali.

Proszę bo odpowiedzieć na to proste pytanie. Co to jest naród? Sądzę, że mężczyźni i kobiety. Co oznacza wyraz „powszechny”, np. głosowanie powszechne? Zdawałoby się, że przy powszechnym głosowaniu głosować mają wszyscy pełnoletni mieszkańcy danego kraju.