Zupełnie tak samo stoi sprawa średniego wykształcenia w całej Polsce. Ani w Królestwie, ani w Poznańskiem rządowych szkół średnich dających kobietom prawa wstępu do szkół wyższych nie ma dotychczas. Natomiast w Finlandii, Norwegii, Szwecji a także Szwajcarii, Holandii, a częściowo nawet w Niemczech kwestia ta już jest rozwiązana. Istnieją tam gimnazja zupełnie równorzędne żeńskie oraz istnieją gimnazja koedukacyjne, gdzie się kształcą chłopcy razem z dziewczętami. I właściwie ten ostatni sposób jest najwłaściwszym rozwiązaniem kwestii. Koedukacja, czyli wspólne wychowanie przerywane być nie powinno. Skoro istnieje koedukacja w rodzinie, skoro istnieje w elementarnej szkole, a potem w szkole wyższej, nierozumne jest jej przerywanie w wieku od lat 10 do 18. Robi się to chyba naumyślnie dlatego, żeby różnice seksualne podkreślić i uwagę młodzieży w tym kierunku skierować. Potem dziwimy się i rozpaczamy wszyscy z powodu moralnego zepsucia młodzieży.

Jest to ta sama perfidia, o której wspominałam, gdy mówiłam o fizycznym wychowaniu kobiety. Płcie rozdziela się umyślnie, otacza się kwestie seksualne pewną tajemniczością, by potem osobniki płci odmiennej odpowiednio zaciekawione i podrażnione wzajemnie na siebie wypuścić. Otóż umiejętnie i systematycznie przeprowadzona zasada koedukacji rozwiązałaby jednym zamachem i kwestię średnich szkół dla dziewcząt i dopomogła do uzdrowotnienia stosunków seksualnych wśród młodzieży.

W Galicji dzięki staraniom prywatnym powstało kilka gimnazjów żeńskich. Ale tam uczennice muszą opłacać czesne stosunkowo wysokie, bo aż 200 koron rocznie wynoszące. Zresztą przecież w sześciu szkołach nie mogą się pomieścić wszystkie dziewczęta, które się uczyć pragną. Toteż kwestia średniego wykształcenia jest dotąd u nas kwestią otwartą. Petycja wysłana przez stowarzyszenia kobiece przed pięciu laty jest do dziś dnia aktualna i powinna by zostać ponowiona.

*

Przechodzimy do wykształcenia wyższego. Wszyscy jeszcze pamiętamy chwile zaciętej walki, jaką stoczyć musiały kobiety z ludźmi, którym przecież tytułu inteligentów odmówić chyba nie można. Mam na myśli profesorów uniwersytetów, członków senatów akademickich. Klasyczne powiedzenia „prędzej mi włosy na dłoni wyrosną, niźli na studia kobiece pozwolę”, albo też idylliczne artykuły „o słowikach znoszących żer do gniazdka samiczkom” pisane na dowód, że kobiecie z zasady żadna praca i żadne studia nie są potrzebne, już dziś należą do historii. Kobiety, nie bacząc na niezadowolenie wszystkich tych panów, prawo kształcenia zdobyły.

Ale jeszcze nie zdobyły wszystkiego. Studia prawne dotychczas w Austrii dla kobiety zamknięte. A czyż mam tłumaczyć, że i w tej dziedzinie kobieta bardzo pożyteczna być może? Zrozumiano już powszechnie, że lekarzami szkolnymi dla szkół żeńskich, ginekologami, lekarzami chorób kobiecych snadniej17 kobiecie być należy niźli mężczyźnie — tak samo przyjdą z czasem przeciwnicy studiów prawnych kobiety do zrozumienia, że w różnych sporach małżeńskich, w sprawach opieki nad dziećmi, w sądach dla małoletnich, dużo łatwiej orientować się i wyrokować będzie kobiecie niźli obrońcy albo sędziemu mężczyźnie. Zresztą, jeśli postawimy kwestię zasadniczo, to wszelkie dowodzenia są zbędne. Jeśli są kobiety, które chcą studiować prawo, to zabraniać im tych studiów nie wolno. Nawiasowo wspomnę, że nawet w Rosji już są kobiety prawniczki (przed rokiem w Moskwie otrzymała tytuł prawnika Polka p. J. Podgórska18).

W Austrii w roku bieżącym studiuje prawo kobiet 42, lecz tylko jako hospitantki19. Starania o otwarcie wydziału prawnego są w toku. Tak samo powinny być otwarte dla kobiet politechniki, a przez to zawody budowniczych i inżynierów.

Jeżeli Zofia Kowalewska20 mogła być profesorem matematyki, dlaczego broni się kobiecie praktycznego zastosowania wiedzy matematycznej?

W końcu poruszyć tu należy humorystyczny wprost paragraf ustawy, według którego mężczyzna obcy poddany może być rzeczywistym słuchaczem wszechnic21 austriackich, a kobieta obca poddana prawa tego nie posiada. Władze austriackie widocznie specjalnie się obawiają kobiet Królestwa i Poznańskiego. Czyżby tak groźne dla państwa być miały? Dlaczego nie boi się ich Anglia, Francja, Szwajcaria? Zdarzają się wypadki następujące. Mieszka w Krakowie rodzina, która po r. 1863 z Królestwa wyemigrowała. Poddaństwa nie przyjęli. Chowają dzieci jednako. Chłopcy po zdaniu matury idą na uniwersytet bez przeszkód, dziewczęta z taką samą austriacką maturą w ręku na uniwersytet dostać się nie mogą z przyczyny braku austriackiego poddaństwa. Czyż to nie humorystyczne?

Ale przejdźmy do innych mniej „zbytkownych”, jak chce rząd austriacki, a za nim i pewna część społeczeństwa, studiów kobiecych. Podam parę cyfr22 dotyczących seminariów żeńskich, czyli szkół co do odpowiedniości których dla kobiet nie ma w Galicji dwóch zdań. Zobaczmy jakie tam panują stosunki.