Do niedawna mieliśmy w Austrii9, a zatem i w Galicji tylko szkoły elementarne jednako dostępne i obowiązujące, zarówno dla chłopców, jak i dla dziewcząt. Szkół średnich ani wyższych nie było. Należało w tym kierunku skierować usiłowania. Przekonano się jednak, że sama kwestia szkół sprawy nie rozwiąże. Całe dotychczasowe wychowanie przedszkolne10 było w stosunku do dziewcząt zupełnie wypaczone. Toteż posypały się w tym kierunku artykuły, odczyty, broszury.
Wykazano rodzicom, że odmienne wychowywanie chłopców i dziewcząt jest błędne. Że dla chłopców myślano o wykształceniu, dla dziewcząt o ogładzie; że chłopców traktowano poważnie, z dziewczętami igrano jak z piękną zabawką. Chłopcu od dziecka wpajano przeświadczenie, że z chwilą gdy dorośnie, musi zostać samodzielnym człowiekiem, odpowiedzialnym członkiem społeczeństwa, dziewczynce albo nie mówiono o tym wcale, albo też z zastrzeżeniem „o ile za mąż nie wyjdziesz”. Zabijano w niej w ten sposób poczucie samoistności, a pracę zarobkową przedstawiano jako ciężki obowiązek, jako klątwę wydziedziczonych. Czyż można się dziwić, że zbierano plony takiego wychowania? Że wyrastało wśród kobiet tyle pustych lalek, tyle rozgrymaszonych, rozegzaltowanych, rozpróżniaczonych histeryczek lub rozgoryczonych zawodami ofiar?
Rozpoczęto pouczać rodziców, że należy od dziecka jednako wychowywać chłopców i dziewczęta. I jednako zarówno pod względem fizycznym, jako też umysłowym i moralnym. Wszyscy bowiem ludźmi zostać z czasem mają i jednako do życia przygotowani być powinni. Czy i o ile przeciętny ogół rodziców, kwestię tę zrozumiał i czy zasada jednakowego wychowania jeszcze w czasach przedszkolnych jest dziś powszechnie stosowana — śmiem wątpić. Że jednak jest duży pod tym względem postęp, przyznać to śmiało mogę.
Przychodzi szkoła. Już w klasach elementarnych widzimy różnicę programu. Geometria to już dla dziewczynki mądrość zbyt wielka. Zamiast tego widzimy w programie klas żeńskich tak zwane roboty ręczne. Oprócz szycia, które jednako powinno być obowiązkowe dla chłopców, jak i dla dziewcząt (czyż bowiem nie ubliża mężczyźnie być z powodu każdego guzika lub rozprutego szwu w zależności od dobrej woli kobiety?), wszelkie inne roboty i robótki, wszelkie hafty, mereżki, szydełkowe czy klockowe koronki, wszystko to raz na zawsze z tzw. zajęć kobiecych wyrzucone być powinno. Czyż to nie jest karygodne marnowanie wzroku i przyzwyczajanie do bezmyślnej straty czasu? Boć11 czyż maszyny nie dostarczają tych samych przedmiotów po cenach dużo niższych, a w dodatku piękniej, czyściej i dokładniej wykonanych?
Tak samo ma się rzecz z gimnastyką. Dla dziewcząt nie ma w szkołach obowiązkowej gimnastyki. Jeśli dodamy do tego obyczajowe ograniczenia dziewczyny: nie kręć się, nie gnieć sukienki, nie biegaj z chłopakami po ulicy, nie śmiej się głośno, nie wymachuj rękami — te wszystkie tysiączne „nie uchodzi” i „nie wypada”, jakimi dobrze wychowane mamy i ciocie darzą co kroku swą nieszczęśliwą wychowankę — zrozumiemy, dlaczego przeciętna dziewczynka wyrasta na istotę drobną, słabą, fizycznie wprost niedorozwiniętą. Krępuje ją gorset, ciasny trzewik, ciasna rękawiczka, głosu dobyć jej nie wolno, mięśnia naprężyć nie ma sposobności. Skąd ma się wziąć obszerna klatka piersiowa, skąd tęgie muskuły, skąd siła w ręku u przeciętnej dziewczyny? A dowodzenie, że zdrowie i siła fizyczna są kobiecie potrzebne, jest chyba zbyteczne już nawet ze stanowiska pojęć dotychczasowych.
Jeśli byśmy nawet traktować chcieli kobietę tylko jako rodzicielkę przyszłego pokolenia, to i tak zdrowie fizyczne matki jest pierwszorzędnym warunkiem, bez którego o zdrowych dzieciach marzyć niepodobna. Jeśli zaś dodamy do obowiązków macierzyńskich pracę zarobkową oraz różnorodne borykania się z przeciwnościami, jakich życie zazwyczaj nie szczędzi, to czyż nie jest konieczne zaopatrzenie kobiety w duży zapas sił fizycznych, który by jej sprostanie tym wszystkim zadaniom ułatwił? Dotąd dzięki jakiejś dziwnej perfidii rozmyślnie, świadomie, celowo wychowywano słabe twory, by potem tej ich słabości urągać i z racji tej słabości ograniczenia względem nich stosować.
Toteż na fizyczne wychowanie młodzieży w ogóle, a kobiet w szczególności specjalny nacisk kładą kobiety dążące do wolności. Kto sobie zdał sprawę z tego, czym jest życie i ze swojej w tym życiu roli, musi na drogę życia odpowiednio uzbrojony wystąpić. A spychaniem ciężaru życia na barki mężczyzny wyłącznie kobieta dzisiejsza już się brzydzi i o zdobyciu siły dla podźwignięcia tego ciężaru myśleć musi.
Toteż sprawa wykształcenia kobiet jest dlatego sprawą tak niezmiernie doniosłą. Sama siła fizyczna nie wystarczy. Mądrzejszy, sprytniejszy, wykształceńszy zawsze w walce zwycięży, zawsze lepszy kęs chleba zagarnie. Kobieta zorientowała się, że nie ma żadnej dobrej racji, dla której by miała nadal poprzestawać jak dotąd na mniej płatnych urzędach, niższych stanowiskach, bardziej upośledzonych zawodach. Dlaczego ma dźwigać na plecach za jedną koronę12 cegły na rusztowanie, kiedy może za dwie korony te same cegły dużo wygodniej w mur wprawiać, tym więcej, że mularskie13 rzemiosło nie taka znów filozofia. Analogia dała się przeprowadzić we wszystkich zawodach i na wszystkich polach pracy. Przywilej mężczyzny już runął. Już dziś mamy tysiące kobiet lekarzy, aptekarzy, profesorów, adwokatów, sędziów, inspektorów fabrycznych itd., itd. U nas nie wszystkie te placówki wprawdzie kobieta już zdobyła, no ale kobieta z Honolulu14 np. jeszcze zapewne i tego nie posiada.
Dla zdobycia wykształcenia potrzebne są szkoły.
Zobaczymy pokrótce, jak się ta sprawa przedstawia. Dziewczynka kończy szkołę elementarną, pragnie się uczyć dalej. Dla chłopców istnieją oprócz szkół wydziałowych15 jeszcze gimnazja. Dla dziewcząt nie ma ani jednego. Rząd bowiem austriacki do dziś dnia stoi na stanowisku, że kobiecie średnie wykształcenie jest zbędne i że każdy grosz na ten cel wydany jest zbytkiem. Toteż jest rząd pod tym względem niesłychanie konsekwentny i na cele średniego wykształcenia kobiet nie łoży w Austrii ani jednego halerza16. Szkoły wydziałowej przecież za szkołą średnią nikt uważać nie może, tak samo jak nie można za szkołę średnią uważać liceów żeńskich, dobrych skądinąd szkół, może nawet lepszych pod względem planów od dotychczasowych gimnazjów, jednak bezwartościowych o tyle, że nie dają po skończeniu kobiecie żadnych uprawnień do dalszych studiów. Abiturientki licealne mogą być tylko nadzwyczajnymi słuchaczkami, wobec tego np. medycyna tym samym jest dla kobiety niedostępna.