Naturalnie, dowodzenia wszelkie, że kobieta ma prawo do życia i do samodzielnego stanowienia w tym życiu o sobie tak samo, jak je ma mężczyzna, uważam już dzisiaj za anachronizm. Skoro się nikt nie wahał, aby katedrę na paryskim uniwersytecie po zmarłym tragicznym zgonem profesorze fizyki p. Curie oddać kobiecie, żonie jego, Marii Skłodowskiej, skoro wszystkie mierzenia i ważenia mózgów kobiecych nie doprowadziły do rezultatu mającego jakoby udowodnić jej niższość umysłową, tym samym musimy przystać na założenie, że płeć osobnika z jego zdolnością do umysłowego rozwoju nic nie ma wspólnego, a zarazem musimy uznać, że kobieta z tytułu swego intelektu powinna być na wszystkich polach tak samo uprawniona jak mężczyzna. Skoro dalej, godzimy się z faktem że całe miliony kobiet z pracy zarobkowej utrzymują zarówno siebie, jak i rodziny swoje, że z ogólnej pracy wytwórczej połowa jest kobiecymi rękami wyprodukowana, tym samym musimy się zgodzić i na drugie założenie, że kobieta także i z tytułu swej pracy uprawniona być winna.

Chcąc zapoznać dokładniej z kwestią kobiecą oraz z przebiegiem walki o prawa dla kobiety należałoby wygłosić cały szereg wykładów na temat powyższy. Osobno powinna być traktowana strona ekonomiczna kwestii kobiecej (zależność materialna od mężczyzny wobec dotychczasowej kultury moralnej musiała, rzecz prosta, stanowić jedną z poważniejszych przyczyn niewolnictwa kobiety), osobno walka o prawa polityczne, osobno stanowisko kobiety wobec kodeksu cywilnego, a wreszcie bardziej szczegółowo powinna by być omówiona tzw. podwójna moralność, dzięki której mężczyźni podlegają zupełnie innemu kodeksowi obyczajowemu niż kobiety.

Osobno wreszcie powinna być opowiedziana historia ruchu kobiecego o wyzwolenie oraz rezultaty, do jakich już dzisiaj doszły kobiety zorganizowane w walce o swe prawa.

Ale o tym wszystkim mogę tu powiedzieć tylko ogólnikowo. Mogę tylko zaznaczyć, że do Międzynarodowej Rady Kobiet1 należy już dzisiaj około 12 milionów kobieta i że walka o prawa kobiety toczy się równolegle na wszystkich polach i we wszelkie możliwe sposoby. Począwszy od najrozmaitszych organizacji zawodowych (przodują tu kobiety niemieckie), poprzez najrozmaitsze formy agitacji i uświadamiania ogółu za pomocą odczytów, prasy, broszur, dzieł naukowych, wysyłania petycji, delegacji, zdobywania katedr naukowych i najwyższych stanowisk w świecie umysłowym aż do demonstracji ulicznych systematycznie od dwóch lat urządzanych przez sufrażetki2 angielskie — nie zaniedbały kobiety ani jednego środka wiodącego do wykazania światu, że przywilej silnej pięści lub kapitału wobec rozwoju pewnych pojęć ostać się już nie może.

Walka o równouprawnienie kobiety zaczęła się powoli stawać kwestią ogólnoludzką. Człowiek dzisiejszy (wszystko jedno, mężczyzna czy kobieta), który osiągnął pewne quantum3 rozwoju umysłowego, już nie śmie przyznać się głośno, że jest przeciwnikiem równouprawnienia kobiety. O tym, co myślą niektórzy i dziś jeszcze w głębi duszy, powiem w odczycie następnym, publicznie jednak, otwarcie nie wystąpi już nikt ze zdaniem, które jeszcze lat temu piętnaście, nawet dziesięć powszechnie słyszeć się dawało. Tak samo jak nie ośmieli się już dzisiaj nikt głośno zaprotestować przeciwko potrzebie oświaty chłopa lub robotnika, przeciwko konieczności nadania prawa głosowania ogółowi ludności, jak nikt się nie odważy bronić militaryzmu, jak nikt nie będzie twierdził, że zabezpieczenie robotnika na starość jest zbytkiem, że alkoholizm nie jest klęską społeczną itd., itd.

Czy i o ile wszystkie te kwestie są już należycie zrozumiane i przetrawione, czy nie tworzą one zupełnie powierzchownego poloru4 u pewnej części nawet inteligentnego ogółu — o tym mówić tutaj nie chcę. Konstatuję tylko, że dla pewnej części tzw. inteligencji kwestia kobieca włączona została już dzisiaj do szeregu postulatów, bez zrealizowania których postęp prawdziwy stał się niepomyślalny5. Niestety zastępy takich ludzi są jeszcze nieliczne, co ważniejsze, w sferach decydujących zasiadają ciągle jeszcze różni panowie Asquithy6, którzy uważają, że tylko silna pięść może ich zmusić do ustępstwa.

Spokojni filistrzy7 gorszą się powszechnie zachowaniem sufrażetek angielskich, które w tak „niekobiecy” sposób za prawami dla kobiet agitują. Cóż jednak w istocie pozostaje im do zrobienia? Skoro walka prowadzona w sposób według ich pojęć wystarczający do przekonania o słuszności ich sprawy okazała się bezskuteczna, skoro nie pomogło ani 5000 meetingów zwołanych w ciągu jednego roku w różnych stronach kraju, ani miliony podpisów na petycjach, ani przeprowadzanie odpowiednich kandydatur parlamentarnych — uznały, że trzeba się chwycić języka zrozumiałego przez przeciwników. Pan Asquith oświadczył swojego czasu: „Muszą mnie kobiety naocznie przekonać, że praw chcą w istocie”, więc też pokazują mu one przy każdej okazji, że nie na żarty, ale naprawdę o prawa swe walczą i oczy pana Asquitha widoku ustawicznych, niesłychanie pomysłowych demonstracji kobiecych chyba są już syte.

Widzimy tedy8, że walka o prawa kobiece zbyteczna nie jest. Dopóki u steru rządów będą znajdować się ludzie, dla których jedynie zrozumiałym językiem jest pokazanie im pięści, dopóty bez walki nie zdobędą kobiety ustępstw żadnych. Z tego co powiedziałam, nie wynika wcale, żeby demonstracje angielskich sufrażetek miały być z reguły powtarzane wszędzie. Być może, że naszym np. sferom decydującym wystarczą inne argumenty. Pewną rzeczą jest jednak, że tak samo tu, jak gdzie indziej o prawa upominać się trzeba, jeśli się je zdobyć pragnie.

Z szeregu postulatów, o których spełnienie upomina się energicznie kobieta dzisiejsza, obszerniej cokolwiek dotknę tylko dwóch spraw: a mianowicie wykształcenia kobiet i ich praw politycznych. Galicyjski ruch kobiecy, liczący lat niespełna dwadzieścia, także tylko tymi dwoma sprawami dotychczas bliżej się zajmował. Uważano, że te dwie kwestie mieszczą w sobie poniekąd wszystkie postulaty inne. I jest to zupełnie jasne.

Przede wszystkim kobieta musi się stać świadoma, musi wiedzieć, czego chce, a także musi sama o swoich potrzebach myśleć i o swoim własnym losie decydować. Upomniano się tedy o oświatę dla kobiet i o prawo udziału w rządach.