I dlatego przeciwko takiemu pojmowaniu wyzwolenia miłości, jakie spotykamy u niektórych z bohaterek powieści pisarek najmłodszych, winniśmy zaprotestować w imię rozwoju ludzkości.

Dlaczego czystość nie ta konwencjonalna, ale ta istotna ma być przeciwstawieniem wolności indywidualnej, jak chcą niektórzy, a między nimi p. Nałkowska w artykule zatytułowanym Uwagi o etycznych zadaniach ruchu kobiecego72. Dlaczego „uczciwymi” mają być jakoby tylko kobiety uzależnione od mężczyzny? Co ma niezależność ekonomiczna artystek, bon73, szwaczek, kelnerek do tego, że się one mają jakoby „nie kwalifikować do propagandy czystości obyczajów? Sądzę, że określanie czystości jako „cechy nabytej w niewoli” i wnioskowanie, że z chwilą zdobycia niezależności kobieta „wyzbędzie się czystości jako cechy niewolnictwa”, jest błędne, a przynajmniej nieścisłe.

Że pewna ilość kobiet z epoki przełomowej wskutek nienormalności warunków życiowych i odruchowej, naturalnej zresztą zupełnie reakcji na świeżo pokruszone niewolnicze więzy — powyższe rozumowanie p. Nałkowskiej uzasadnić może — nie wynika jeszcze z tego, żeby tak rozumować było wolno. Jakem już powiedziała, są to przejawy tylko z nienormalności warunków wynikłe. Kobieta więzy porwała, na zastanowienie się nad sobą czasu nie znalazła, pędowi życia uległa, a dotychczasowe męskie rozumowanie (z całym dobrodziejstwem inwentarza) uznała za własne. Sądzę, że chwila refleksji i zastanowienia przyjdzie niebawem, już choćby, jakem to pierwej mówiła, na tle przesytu i niesmaku.

Być może, że bodziec w tym kierunku wyjdzie od mężczyzny. Być może, jakem to również już przedtem powiedziała, to odzwierciedlenie męskiej dotychczasowej moralności płciowej w kobiecie przybliży dla mężczyzny chwilę orientacji i przyspieszy jego odrodzenie. O tym wyrokować trudno. Bezwarunkowo przyjść jednak musi do stworzenia przez strony obie nowego ideału erotycznego, opartego na czystości, wolności i prawdzie, uwarunkowanego świadomością i poczuciem odpowiedzialności.

Podczas wzmiankowanej już wyżej polemiki na temat miłości ową czystość, którą świadomie na pierwszym miejscu postawiłam, zahaczano w sposób najrozmaitszy. P. Nałkowska, powtórzę tu raz jeszcze, wyraziła się, że „czystość kobiety jest cechą w niewoli nabytą” i dalej, że „jest uwarunkowana przez istnienie prostytucji”. I znowu powiedzieć tu muszę już nie wiem po raz który. Toż to czysto męski, dotychczasowy sposób patrzenia na rzeczy. Przyznam się otwarcie, że tak pesymistycznie ani na kobietę, ani na mężczyznę zapatrywać się nie potrafię. Tak samo jak wierzę najmocniej, że mogą istnieć mężczyźni, dla których rozwój umysłowy oraz czystość uczuć i myśli same przez się są dostateczną obroną przed zaprzedaniem się w niewolę zmysłów i przed kupowaniem sobie uciech wątpliwej wartości, tak samo jestem silnie przekonana, że prawdziwie wolna kobieta bezwarunkowo czysta pozostanie.

Że pan Hertz Benedykt myśli po męsku, temu dziwić się nie można i dlatego wybaczyć mu należy jego twierdzenie, że „apoteozowanie tzw. czystości płciowej” jest głupstwem sprzecznym z naturą tak samo, jak i dowcipy na temat zasuszonych lecz czystych starych panien. Dlaczego jednak p. Turzyma mianem doktrynerów etycznych obdarza tych ludzi, którzy od mężczyzny czystości żądają, tego nie rozumiem zgoła. Tak samo nie mogę zrozumieć powiedzenia p. Brzozowskiego: „Kwestia czystości mężczyzn jest czysto próżniaczą kwestią” — wobec poważnego i pod wieloma względami trafnego traktowania kwestii miłości w cytowanym powyżej artykule Nieistniejący wulkan. Ale porozumiejmy się przede wszystkim co do wyrazu.

Nie jest według mnie czystą odaliska74, której strzeże specjalnie ku temu przeznaczony eunuch75, ani dziewczątko przez mamusię upilnowane, tak samo jak nimi nie były żony średniowiecznych rycerzy, którzy specjalnych przyrządów do zamykania swych żon używać musieli. Nie nazwę czystą kobiety, która uchowała swą cnotę tylko ze strachu przed opinią publiczną, ani nawet takiej, która czysta została jedynie dlatego, że mężczyzna od niej tej czystości żądał. Nie mówię tu wcale o owym dziewictwie fizycznym, o owej niepokalaności formalnej, ale o czystości istotnej w treści, nie w formie. Młodzieniec lub dziewczyna, którzy żyją w ustawicznym naprężenia nerwów i połowę życia tracą na wyszukiwanie coraz to nowych podrażnień seksualnych przez strój, miny, gesty, półsłówka, dowcipy, uśmiechy, lubowanie się w odpowiedniej literaturze lub sztuce chociażby nawet fizycznie czystymi pozostali — w istocie swej czyści nie będą. Tak samo wątpliwej wartości czystość przedstawiają ci mężczyźni, którzy się w niewinności uchowali jedynie dlatego, że się zdążyli ożenić dość wcześnie, albo też dlatego, że im ich ukochana w odpowiedniej chwili takie wymagania postawiła. Czystość ze względu na zdrowie osobiste, a choćby nawet ze względu na zdrowie przyszłego pokolenia jest również cnotą bardzo podrzędnego gatunku.

Człowiek, czy to kobieta, czy mężczyzna, sam sobie wymaganie czystości postawić musi, i to nie ze względu na jakie bądź pobudki zewnętrzne, ale jako postulat wynikający z dokładnego przemyślenia, z samowiedzy wewnętrznej oraz z należytego zdania sobie sprawy ze swego stosunku do życia i do ludzi.

Takie przewartościowanie siebie samego, uznanie siebie godnym i dostatecznie dojrzałym do najpiękniejszego, najważniejszego i najodpowiedzialniejszego momentu życiowego będzie jedynym upoważnieniem do miłości, jedynym jej usankcjonowaniem.

Czyż się zdecyduje czysta, świadoma kobieta na ojca dziecka swego wybrać lekkomyślnie traktującego życie mężczyznę? Czyż żądanie postulatu czystości od ojca nie jest warunkiem tak samo koniecznym, jak żądanie czystości od matki narodzić się mającego człowieka? Czyż cechy ojca nie przechodzą na dziecko tak samo jak cechy jego rodzicielki?