Żądanie czystości zarówno od kobiety, jak i od mężczyzny nie jest to tedy wcale „próżniaczą kwestią”, jak się to p. Brzozowskiemu wydało. Bo czyż dzisiaj nawet ciężko pracujących mężczyzn czystymi nazwać można, tak samo czyż zastępu lekkich obyczajowo kobiet same tylko próżnujące damy dostarczają?

Twierdzenie Brzozowskiego, jakoby już dzisiaj rola kobiety w rodzinie klasy pracującej bierną nie była, jest teoretyczne i doktrynerskie. Życie zadaje temu kłam na każdym kroku. Stosunek mężczyzny i kobiety w rodzinie robotniczej jest zupełnie analogicznie na władzy mężczyzny oraz uległości i bierności kobiety oparty, jak i w rodzinie inteligenta czy arystokraty. Tyle tylko, że zamiast kłamanej kurtuazji dostaje się tutaj kobiecie w udziale niczym niemaskowana brutalność. Ów chłop idący w niedzielę z butną miną do kościoła i pokornie drepcąca za nim niewiasta, czyż to nie bajeczny symbol kwestii kobiecej nawet u chłopa-analfabety? „Co chłop, to chłop” mówi z rezygnacją, a nawet dumą baba wiejska, gdy się dowiaduje, że jej syn z dziewczętami wcale nieplatoniczne stosunki utrzymuje. „To one są lada jakie, ale jej syn bez winy”. Ta zaraza podwójnej moralności przeniknęła jednako wszystkie warstwy społeczne. Wyłączanie klasy pracującej to świadome, a może i nieświadome zresztą oszukiwanie siebie i innych. Trzeba bardzo powierzchownie patrzeć na życie, żeby owej pokory, bierności i uległości w kobiecie pracującej w stosunku do mężczyzny nie dojrzeć, żeby nie zauważyć tolerowania najrozmaitszych wybryków erotycznych mężczyzny wśród wszystkich klas społecznych.

Reforma obyczajów sięgnąć tedy musi do głębi, przeniknąć wszystkie warstwy. Jeśli kogo nie stać na samodzielne stworzenie sobie własnej normy życiowej, ten musi się stosować do norm ogólnie przyjętych, ale te muszą być na nowoczesnej moralności oparte. Przekształcenie, w sensie uszlachetnienia stosunku między kobietą a mężczyzną, musi być na całej linii dokonane, a prawdziwa czystość obu płci musi być fundamentem pod zbudowanie uczucia prawdziwej miłości.

I dalej. Miłość prawdziwa musi być wolna i szczera. Odrzuci ona ze wstrętem przymus i fałsz w jakiejkolwiek bądź formie. Poświęcanie się, samozaparcie i ich konsekwencje: oszustwo i kłamstwo, ustąpią miejsca zaufaniu, otwartości i swobodzie. Kajdany, choćby najlżejsze, ciężą mimo wszystko, więzy, choćby najsłodsze — krępują. Nie będzie człowiek niewolnikiem swych zmysłów, ale ich władcą, rozkazodawcą. I dopiero wówczas dojrzałym do miłości się stanie.

I jeszcze jedno. Świadomy i odpowiedzialny musi być człowiek dojrzały do miłości.

Miłość to tworzenie. Tyle tak pięknych rzeczy powiedział o tym Nietzsche w rozdziale O miłości i małżeństwie, że czytelników do ustępu tego odsyłam. Podkreślę tu jedynie owo obwarunkowanie miłości odpowiedzialnością. Pamiętając o niej, dobrze i długo przemyśleć powinien człowiek, zanim się zdecyduje na określenie: czy dane uczucie miłością nazwane być może. Przyroda sama odpowiedzialność w miłości stworzyła. Jakżeż pięknie wyglądałaby ludzkość, gdyby zgodnie z przyrodniczym nakazem za akt prawdziwej miłości tylko świadomie twórcze wcielenia poczytywać zechciała. A jak mizernie, na odwrót, wyglądają ci poprawiacze natury, ci lekarze i socjologowie ze swymi przepisami odmiennymi dla ubogiego i bogacza, dla Francuza i Polaka, dla analfabety i inteligenta!

Budzić świadomość ludzką, hartować wolę, unaoczniać odpowiedzialność jednostki wobec życia i ludzi, rozwijać zamiłowanie prawdy i piękna, żądać zgodności uczuć i myśli z czynami — oto wszystko, co jest na tym polu do zrobienia.

Nic tutaj nie zdziała żaden przepis, żaden przymus, żadne prawo. Wewnętrznie się przeistoczyć musi ludzkość: mężczyzna i kobieta, ażeby w czystości, wolności i prawdzie nowemu życiu dać początek.

A gdy się tak ukształtuje ten najbardziej zasadniczy stosunek między mężczyzną i kobietą, czyż może być wówczas mowa o istnieniu kwestii kobiecej?

Zaliż76 człowiek, mężczyzna czy kobieta, tęskniący do nadczłowieka, mogą czego innego prócz wzajemnego doskonalenia się pragnąć? Jakiż wobec tego interes mieć mogą mężczyzna lub kobieta w poniżeniu lub pognębieniu jedno drugiego?