„Zważywszy: 1) iż rozdziały tej pracy, którą Pan nam przedłożył, zawierają fałszywe twierdzenia i fakty, słowem — kłamstwa historyczne szkodliwe dla sprawy polskiej;
zważywszy: 2) iż Deczyński w swym oświadczeniu niżej wspomnianym zobowiązał się uroczyście przesłać nam rękopis i uzyskać zgodę na jego ogłoszenie;
zważywszy wreszcie: 3) iż ze względu na zawarte tam fałsze nie moglibyśmy nigdy udzielić mu tej zgody, bez której rękopis nie mógł być ogłoszony i stracił całą wartość, którą mógł do niego Deczyński przywiązywać —
Komitet postanowił, że rękopis pracy Deczyńskiego zatytułowany Opis życia wieśniaka polskiego jest utworem kłamliwym, szkodliwym dla sprawy polskiej i że na skutek jego oświadczenia Komitet uważa się za uprawniony do zatrzymania przesłanego mu rękopisu, aby przeszkodzić jego ogłoszeniu”.
W kwestii pojedynku Komitet dał odpowiedź wymijającą, twierdząc, „że rozpoznanie podobnych kwestii już dziś do żadnej władzy, a zatem i do Komitetu należeć nie może”, pozostawiając jej rozstrzygnięcie rozsądkowi Mostowskiego. Początkowo miano zamiar napisać coś z powodu samowolnego odebrania rękopisu, ale ustęp odpowiedni został następnie usunięty z brulionu.
Odpowiedź Deczyńskiemu wysłana, datowana 22 sierpnia, brzmi już zupełnie inaczej. Komitet nie chce rozpoznawać sprawy pomiędzy Deczyńskim i Mostowskim, nie chce wchodzić „w pobudki i cele, jakie pana Deczyńskiego do napisania pamiętnika swego życia skłaniać mogły”, jednakże „nie tylko na ogłoszenie drukiem potwarzy i kłamstw przystać nie może, ale nawet... wzywa go, aby zaniechał druku tego manuskryptu”, wreszcie nakazuje odstąpić od sprawy rozpoczętej. Komitet wydał dziwny wyrok: nie potępiając Deczyńskiego, pozostawił zawieszoną nad nim mgłę podejrzenia; nie rozwiązując kwestii jego honorowości, uchyla się zupełnie świadomie od odpowiedzi w tej sprawie, korzystając z oświadczenia Deczyńskiego, zatrzymuje jego manuskrypt. Zakazując dochodzenia sądowego, pozostawia Mostowskiemu furtkę do niedawania mu satysfakcji. Szlachecki wyrok znowu spadł niesprawiedliwie na plecy „chłopskiego syna”. Bez dowodów winy, bez dochodzenia prawdy pozostał on w podejrzeniu, pod zarzutem, pozbawiony przez najwyższą przez siebie uznawaną władzę prawa stwierdzenia swej niewinności49.
Jakie były dalsze koleje stosunku Deczyńskiego do jego towarzyszów — nie wiemy. Myśli jednak, która powstała w jego głowie, nie zarzucił. Pozbawiony rękopisu francuskiego, pozbawiony możności wydania po francusku swej pracy przez zobowiązanie własne i wyrok Komitetu, nie przestawał pracować nadal nad pamiętnikiem. Zabrano mu tekst francuski, ale nie pozbawiono go polskiego, który był właściwym, autentycznym dziełem. Deczyński zabrał się do pracy i raz jeszcze całość zredagował. Ale nowa redakcja niewiele czym się różnić miała od pierwotnej. Wyrzuciwszy tylko ustęp, który był początkiem tak zaciętej przeciwko niemu kampanii, uporządkował cały materiał, wprowadzając korektę literacką.
Nie sądzone mu jednak było oglądać swej pracy w druku. We Francji drukować nie mógł, gdzie indziej go nie stać było również na to. Zbrakło środków, brakło sił do życia. Wkrótce śmierć uniosła tego nieszczęśliwego prawdziwie człowieka, który się na próżno borykał z falą życia, ażeby zawsze tonąć w pół drogi, przed dopłynięciem do brzegu. Umarł 27 grudnia roku 183850 w tym samym departamencie, w którym stoczył ostatnią ciężką walkę życiową.
*
Postanowienie Komitetu nie może w nas wzbudzać zbyt wielkiego zdziwienia i psychologicznie jest zupełnie zrozumiałe. Nie należy zapominać, że w owym czasie wciąż jeszcze szlachta polska w sobie tylko i wyłącznie widziała przedstawicieli narodu. Wszelki zarzut najsprawiedliwszy rzucony w stronę szlachty, wydawał jej się potwarzą przeciwko narodowi, zdradą względem ojczyzny. „Czułość” klasowa pod tym względem rozwinęła się szczególnie po upadku rewolucji. Początkowo powstanie używało powszechnej sympatii w Europie, ale kiedy na sejmie 1831 r. egoizm szlachecki wystąpił zbyt ostro, zaczyna się zmieniać usposobienie uczciwej opinii publicznej. Zachariae mówił np. na wykładach swoich w Heidelbergu: „Rewolucja polska była rewolucją arystokracji i dla arystokracji, a nie dla ludu, jak tego dowodzi postępowanie sejmu warszawskiego w sprawie wyzwolenia włościan i z tego powodu nie mogłem zupełnie interesować się powodzeniem tej rewolucji”51 i chociaż mowę tę przyjęto oburzeniem, nie była ona już odosobnionym głosem. Krytyka rewolucji z tego właśnie stanowiska staje się coraz ostrzejsza, tym bardziej że już z szeregów polskich podnoszą się głosy potępienia. T. Krępowiecki52 w świetnie, choć nieco stronniczo napisanej mowie w „Tribune Politique et Litteraire” (w r. 1832) — rzuca pierwsze zarzuty bezwzględne. Historyczne wywody jego nie są wszędzie wolne od błędów, ale wynik rozumowania aż nazbyt sprawiedliwy: