Światka gwiazd jasne płoną w błęk·itach,

Jeno, że złotych brak snopów ż·yta.

Że odcięte tu znakiem - końcówki są rymami, mimo że raz mają na końcu -ch, drugi zaś raz nie, tego dowodzą inne zwrotki utworu, bądź z rymami tradycyjnemi typu: grom·adki—opł·atki—m·atki, bądź z nowemi: 1) usł·ana—p·ana—ł·anach, bog·ata—ch·atach—cz·atach, opł·atkach—rz·adka, ukoch-anych—org·any; 2) sz·arym—prast·ary—ofi·ary, ołt·arzem—w d·arze; 3) dol·eci—rozświ·ecił.

Proszę się nie dziwić, że wziąłem wiersz nieznanego autora. Wziąłem go, bo jest bardzo typowy: 1) jednolitym typem odstępstw od zwyczajnej normy, 2) ilością 8 rymów nowych przeciw 16 dotychczasowym, 3) swem geograficznem pochodzeniem. Drugi z tych punktów dowodzi, że nie mamy tu do czynienia z przygodną licencją, trzeci wyjaśni się później, przedewszystkiem jednak określić trzeba istotę tego nowego rymu. Ująć ją łatwo: spółgłoska kończąca wiersz jest obojętna, tak swem istnieniem jak i jakością.

Tegoż typu rymów używają też z najnowszych poetów: J. Gella (Muszla i perła, Lwów): r·amion—kł·amią (końcowe -ą na całym wschodzie Polski wymawia się jak -o), niezab·udkom—krótko; J. Iwaszkiewicz (»Skamander«, zesz. 3.): kr·uchy—baumk·uchen, ziel·onej—zmartwi·one; Z. Karski (»Skamander«, zesz. 1.): wybi·eżał—naści·eżaj; L. Markowski (»Obijak«, organ »czwartaków«, 4. p. p., nr. gwiazdkowy z r. 1916): l·ulaj—mat·ula; A. Słonimski (»Skamander«, zesz. 2.): gł·owę—Fidjasz·owej); J. Tuwim (Czyhanie na Boga 1920): p·achną—m·achnął, pl·unął—ł·uną—r·unął), (»Pro arte«, zeszyt ze stycznia 1919): s·uchą—rop·uchom, (»Skamander«, zesz. 1. i 2.): flec·ista—św·istał, orki·estrze—prz·estrzeń, przym·ykał—um·yka, o tem—tęskn·otę, przyrz·ekły—zaci·ekłym; K. Wierzyński (»Skamander«, zesz. 3.): prz·yznaj—ojcz·yzna. Naliczyłem więc tych poetów, wszystko jedno lepszych czy gorszych, ośmiu, zaznaczam zaś wyraźnie, źe przykłady zebrałem przeważnie przygodnie, bez systematycznego przetrząśnięcia w tym celu nowych tomików poezyj i pism literackich.

Ale to nie wszystko. Jakkolwiek rzadziej, trafia się jednak dowolność także co do samogłoski poakcentowej. Bardzo wyraźne to np. u Iwaszkiewicza, gdzie na str. 140—1 zeszytu 3. »Skamandra« na 22 rymów spotykamy takich 3: na n·owiu—pan·owie, kr·uchy—baumk·uchen, zaw·odzi—ogr·odzie. Bywa też tak u Gelli (l. c.): cz·asu—r·asą—Parn·asu, wi·atru—w·atrom—amfite·atru, Karskiego (l. c.): (była tutaj) cesarz·ową—gł·owę (w czarnych lokach pochowała), Tuwima (Czyhanie): ukr·yte—rozkw·itu, Wierzyńskiego (l. c.): szubi·enic—wi·eniec, Słonimskiego (»Pro arte«, zeszyt ze stycznia 1919): wi·erszy—pi·erwszy—sz·ersze. (»Skamander«, [pg 3] zesz. 1.): b·arwą—h·ardy. [O ostatnim z tych rymów uwaga: nie jest to bynajmniej czysty asonans, bo częste u tego poety, i u innych współczesnych, asonanse polegają na dowolności spółgłosek przy bezwzględnej identyczności samogłosek, jak np. w tymże utworze: Marji—umarli, drzemie—marzenie, u Karskiego: kwietnia—pletnia—jedwab lub (»Nowy przegląd literatury i sztuki«, zesz. 1., str. 104—5): szeregiem—nie wiem, szeptem—przedtem, niebo—daleko, bagno—darmo, groźną—wiosną, lenno—ze mną, bezgrzesznej—niedorzecznej, rozróść—mądrość, pochyl—motyl, ogród—powrót].

Najwyraźniej jednak występuje to w dwu prostych wierszach. Jeden—to wymieniona kolenda z »Obijaka«, gdzie czytamy:

To proszą o pomoc nieszczęśni r·anni,

No bo bój na świecie wre nieust·annie

lub