przed moim wzrokiem, pełnym mgławic:
olbrzymia dumna męża zjawa
odeszła skądś od greckich nawic2 —
to Myrmidonów3 król straszliwy,
z hełmu wiejący pąsem grzywy,
ale umarły jest — czy żywy.
Achilles — bóstwo lat szesnastu,
gość dawno, dawno niewidziany —
jakiemuż znowu grozi miastu
i jakież wrogów gna tumany?