a dusza moja, na kształt oślepłego ptaka,

co, bijąc skrzydłem próżno, nie chce sfrunąć z krzaka,

błąkała mi się w piersi, smutna i samotna

i ciemna, jako noc ta w mrocznych chmurach słotna1.

Nagle począł dzwon dźwięczeć... W tej pustce, w tym mroku,

na nieskończone lasów i tęsknot otchłanie,

smutny, w przestrzeń płynący dzwon na Zwiastowanie,

jak u nas tam daleko, u gór moich stoku...

I zdało mi się wówczas, że z chmur, jak lilija2,

wykwitnie twarz anielska, że się mgła rozwija