Byłem podniesiony

w nieziemskie i nieznane mi dotąd regiony

jakiejś wielkiej miłości, ukojeń wzajemnych,

zapomnień krzywd i żalów i uniesień ziemnych,

byłem, jakby na zmarłych ziemskich żądz mogile.

Czułem w wnętrzu mym, w piersi, duch, co się kołysze

ponad wszystkim, co ludzkie, z niczym się nie zspala,

jest jako mgła nad rzeką, pod którą grzmi fala,

a ona ma swą wieczną, niezmąconą ciszę...

I rzekły moje usta w ową dziwną chwilę