ogonem boki bijąc, lew olbrzymi kroczy,

cień potworny wlekący. Gdy ujrzał człowieka,

stanął, krwawą mu złością wraz10 oko zacieka,

zjeżył grzywę i z piersi zły pomruk wyrzuci,

jak grzmot z chmury, zajadłej oznajmienie chuci.

I zaśmiała się w szczęściu młoda pieśń herosa,

ruszył naprzód, odważnie natarł na kolosa,

maczugą łeb mu trzaska, a gdy lew pazury

i kły weń wbił, że grube krwi spłynęły sznury,

i gdy od lwiego trupa cały we krwi swojej