Wobec jej białych bioder, spływających

Cudowną linią

W odurzający wzrok, dech wstrzymujący

Kształt, który rękę przykuwa do siebie?

Kędyś jest, czarze nocy księżycowej,

Czarze poranku, kiedy słońce wschodzi

Z za gór dalekich;

Uroku jezior, co się nagle jawią

Pośród skał, senne,

I tej zieleni złocistej, ze szczytów