huk, łomot, piekło..
Wzdęta chmura prochu
zakryła słońce...
Rozpierzchnięta tłuszcza
patrzy z daleka, zgrozą oniemiała,
jako bawolic stado, gdy z bawołem
lew się w kurz zarył, padłszy z nim pospołem.
Czarny kłąb prochu wzroku nie przepuszcza —
wreszcie przejrzeli... O piekielne dzieło!
Pośród strzaskanych, krwią oblanych słupów: