i martwy blask po oknie pełznie oniemiałem...
Zdawało mi się niegdyś — i któż z nas tak nie śni? —
zdawało mi się niegdyś, żem szedł w toń różaną;
człowiek się ze snu budzi, tym lepiej im wcześniej,
i taki sam zostaje — z jedną tylko zmianą.
Dusza jego na pozór zostaje jednaka,
jak kwiat, stuliwszy liście, znowu je roztula,
tylko będzie jak skrzydło postrzelone ptaka:
wygoiło się wprawdzie, ale tkwi w nim kula.
Więc nie ma już ptak taki odwagi do lotu,