jedna pieśń szczęścia w niebo runęła i gwiazdy

zdumiała, jakby nagle ziemia, czerwonymi

wybuchając ogniami, między nie wybiegła

szalona i podobna do racy puszczonej

między ciche łabędzie na spokojnej wodzie...

O pieśni! pieśni szczęścia! czyż nigdy nie zabrzmisz?

Czy nigdy tryumfalny twój głos się nie wmiesza

do cudownej melodii wichrów, mórz i lasów?

Czy nigdy oczy ludzkie nie będą, jak kwiaty,

uśmiechnięte ku słońcu? Nigdy ludzkie piersi,