a Ty jej nikniesz i odchodzisz z oczu,
i gdzieś w błękitnym, dalekim przezroczu
postać się Twoja ukazuje blada
i niedościgła rośnie w Przerażenie...
Chryste!...
O! Matko! Naturo! Wszechwierna,
wszędy obecna, wszechmocna, niezmierna,
Naturo, Matko, co szumiącem drzewem
duszę unosisz z błękitów powiewem;