Potrącił śpiący blask i śpiącą głąb pod słońcem:

Zadrgała senność sfer i kwiaty zaszeptały,

Niepokój jakiś świat ogarnął nagle cały,

Oczekiwanie — — cud jakiś się dziwny iści2 — —

Z błękitno-złotych wód, z zielono-złotych liści

Dźwięczący wybiegł szmer, lękliwy i radosny,

Zadrgała senność sfer, jak w narodziny wiosny3.

I ze srebrzystych pian, co w słońcu nieruchomie4

W tęczach świetlanych skier leżą na wód ogromie,

Wśród blasku, ciepła, mgieł złocistych, z wód kryształu,