A świat dziwował się przecudnej jej urodzie,
Blask ją osuszać biegł, woń obcierała z rosy,
U nóg jej śnieżnych legł ocean modrowłosy.
A ona w słońcu swe suszyła ciało białe,
Zefiry pieszczą ją z zachwytu oszalałe,
ślizgają się od stóp po nogach jej do łona,
Całują piersi jej i szyję i ramiona,
Spijają perły pian z jej zagięć i, lubieżne,
W lotny okrążą tan jej uda smukłe, śnieżne,
Z wolna się suną wzdłuż jej pełnych biódr, a potem,