I naga polem szła bogini złotogrzywa,
A kędy3 pola tknie jej włos, tam wnet się trawy
Zielona puści ruń4 i szczaw zielono-rdzawy. —
Owiana ciepłem zórz, wiosennych tchem powiewów,
Pieszczona wonią sfer, z różanych wyszła krzewów
I uśmiechnęła się do złocistego słońca,
Bogini, córa nieb, kwiatami władająca.
W złocisty szafir ócz5 objęła świat miłośnie,
A kędy spojrzy, kwiat prześliczny wnet wyrośnie
I wkoło lilii, róż, narcyzów kwitnie mnóstwo,