Koniki cisawe, czekać go daremnie,
Czekajcie, aż serce rozpęknie się we mnie.
Pole mi zarośnie, zmarnieje chudoba,
Dyć se Pan Bóg robi, co mu się spodoba».
Starodawny grajek poprzed karczmą siedzi;
Wybił-że on, wybił niemało niedźwiedzi.
Głowa mu zsiwiała, jako wierch od śniegu,.
śmierć go wnet zabierze, jak drwal jodłę z brzegu.
Brzęczy na gęślikach nutę staroświecką,
Wyskładał i śpiewa na nutę zbójecką: