pomiędzy ciemne płynąc ściany.

Szumi i pędzi — i z urwiska

przez głaz, co góry z sobą skuł,

w otchłań się czarną srebrny ciska

i leci bez pamięci w dół.

Fala za falą rwie się, pieni —

potok samotny, tryumfalny,

płynie wśród ciemnych cisz i cieni,

niedosłyszany, niewidzialny.

Haha! Jak krążą ponad szczyty