i patrzy... Wszystko pierzchło mu sprzed oczu,
cierpienia, męka, gniew i wszystko potem —
zanurzył palce w jej gęstym warkoczu,
co się pod słońca światło błyszczał złotem,
schylił twarz — — w oczu jej mglistym przezroczu
zadrgało światło — — nagle rąk mu splotem
objęła szyję — i czoło im z czołem,
usta z ustami spoiły się społem...
Jak długo trwał ten czar — — któż takie chwile
liczy — — lecz nawet Henryk uczuł życie...