spod gorsu piersi wyjrzały z ostrożna,

wstydliwie, jakby pytając: czy można?...

Na rękach czuł ją swych całą zwieszoną,

czuł ciepło ciała jej i jej oddechu,

przy piersi czuł jej falujące łono,

czuł krew tętniącą w jej żyłach w pośpiechu,

czuł swoją dawną, kochaną, straconą —

a ona z wolna, w smętnym półuśmiechu,

pół powiek wzniesie i pół ust rozchyli

zbladłych, podobnych półrozwartej lilii —