w dym się zmieniają i w ciemne całuny...

Niejedno myśli wybujałe kwiecie

wiatr po rozłogach i topielach miecie...

Niejedna chęć ma, ach! niejedna prysła

jak bańka szklana, gdy na głaz upadnie;

niejedna gwiazda, nade mną rozbłysła2,

w głuchych odmętach leży zgasła na dnie...

Ileż wiar moich i obłędów ile

we wspomnień żywej spoczywa mogile...

Wielkie kościoły, kędym3 klękał wprzódy,