przed własnej myśli pościgiem zażartym?

Gdzie obmyć ducha ze śniedzi i ze rdzy,

by Blask odświetlał i był Blasku wartym?

W bezdni upadku, w porywów bezkresie,

byłem jak okręt, który burza niesie:

jedna pod chmury wyrzuca go fala,

druga w przepastną toń odmętów zwala...

Czegom nie odczuł?!... Każdy atom duszy

przez piekło swoje szedł, boleścią siny —

i czułem w końcu, że się duch już kruszy