pełznących w las, nad miejscem, gdzie połyska

bagienka szkło: ujrzałem nieruchomie

stojącą salamandrę. Czarne ciało,

pomalowane w żółte plamy, słało

się tuż nad ziemią i w leśnym ogromie

wiązało do się wzrok, jak świeca w ciemnej sali.

Przez długą chwilę przeciweśmy stali,

aż mi się zdało, że w tej wędrownicy

pustkowi leśnych, w tej wiecznego cienia

mieszkance niemej: wszystkie me pragnienia