Ohydna, straszna weszła mi na drogę,
Odziana w łachman gnijący i strzęp.
Śmiertelną czując odrazę i trwogę
Chciałem uciekać, ale woli wbrew
Czułem, że nóg mych poruszyć nie mogę.
Rozpacz mnie wówczas porwała i gniew,
Chciałem poczwarę usunąć przebojem
Z drogi mej, w głowie huczała mi krew;
Chciałem biec dalej za tym szczęściem mojem,
Którym mi świata uśmiechał się bóg,