Za pięknem, światłem, weselem, pokojem.

Lecz próżno! Ruszyć nie mogłem mych nóg,

A wiedźma ku mnie zbliżała się ona,

Pełnemu wstrętu i śmiertelnych trwóg.

I zrozumiałem, że próżna obrona,

że nie potrafię ujść tych strasznych rąk,

że mnie przyciśnie poczwara do łona

I wśród piekielnych obrzydzeń i mąk

Zapładniać będę musiał tę ohydną

I w jej uściskach pędzić dni mych ciąg.