262. Ty, aniele bez imienia (...) U twych stóp w bezmiarach wiszę — A. Lange, Rozmyślania, s. 124. [przypis autorski]
263. „gród buntowników ujarzmionych” (...) gdzie „niewolni jeńce” leżeli przygnieceni duszy bezwładem i rozpaczą — L. Staff, Pisma, Warszawa 1931, I, s. 138 (Sny o potędze). [przypis autorski]
264. bunt, wybuch burzycielski (...) — K. Tetmajer Poezje, S. I, s. 66 (Konaj, me serce), s. 87–88 (Z pucharem w dłoni). [przypis autorski]
265. Jak czarna lecę błyskawica (...) w głębiny! — T. Miciński, W mroku gwiazd, s. 51. [przypis autorski]
266. ten wielki, święty dzień, w którym Neron-Bóg spojrzy na pożar swej Romy — W. Perzyński, Poezje, wyd. II, Warszawa 1923, s. 53. [przypis autorski]
267. Dziś zrzucam z siebie łachmanną Ducha-Nędzarza powłokę! (...) I wtedy duch mój zatruty z Kosmosem strutym się zbrata — M. Komornicka, Bunt Anioła, „Życie” 1897, nr 7. [przypis autorski]
268. W Sądzie Perzyńskiego Bóg (...) z goryczą uśmiecha się do siebie nad sobą — W. Perzyński, Poezje, wyd. II, Warszawa 1923. [przypis autorski]
269. I czuje sercem, że tu na tej ziemi (...) Jako się patrzą lodowe księżyce — W. Orkan, Z tej smutnej ziemi, Lwów 1902, s. 107. [przypis autorski]
270. Żeś nas stworzył, a stworzył słabe i ułomne (...) Bóg opuścił rękę — J. Żuławski, Dies Irae, „Życie” 1898, nr 44. [przypis autorski]
271. Eschatologiczne koło zamyka się, zgoda Boga na te stany jest ze stanowiska modernizmu koniecznością (...) — siła tego wmówienia była tak wielka, że nawet poczciwy Rydel (pierwszy ze wszystkich rówieśników!) popełnił straszliwe misterium Dies Irae (pierwodruk „Przegląd Polski” 1893, t. 109, s. 75–92), które redakcja tego pisma podawała czytelnikom z całą powagą jako wprawdzie „fałszywy, nie oparty na zdrowych pojęciach i istotnych warunkach poezji” — niemniej jednak „zajmujący i podług nas niezwykły objaw tego nowego w literaturze kierunku”. Na prawach curiosum warto streścić to misterium. Pozbierał Rydel wszystkie możliwe symbole grozy i okropności. Nadmorski brzeg, wśród dymu pożarów pełen ludzi zrozpaczonych po trzęsieniu ziemi, które wyniszczyło wszystko, co ludzie zbudowali. Głód, nędza, rany. Przechodzi procesja z papieżem na czele, śpiewając Dies Irae. Wśród grzmotów hostia z monstrancji ucieka w niebo: Chrystus opuścił świat. Ktoś upija się absyntem, robotnik z kobietą w sukni balowej powiadają „użyjemy, a po tym śmierć”, filozof powtarza — nirwana, nirwana. Zjawiają się Lewiatan, Antychryst, Astarte („Zdrowaś Astarte, pożądliwości pełna”), Judasz, Eliasz. Kain zabija Eliasza, Judasz papieża, wody zmieniają się w krew, czas ustaje, przelatują wojska duchów, umarli zmartwychwstają, zjawia się Bóg w formie przerażającej jasności — tymczasem Matka Boska szatą utkaną z łez przesłania rodzaj ludzki i modli się do Syna o zmiłowanie. „Głos z góry” odpowiada: „Jam jest Sprawiedliwość i Miłosierdzie”. Zaiste, to eschatologiczne muzeum okropności było naprawdę niezwykłe! [przypis autorski]