słyszysz, słyszysz, jak woła: Snu zdobywco, tobie

laurem ni winem głowy martwej nie ozdobię,

niech się wypełni wreszcie południe pogardy.

Jakby minęły lata i zakwitły krzyże,

kłębi się przemieniony ogień czworga nieb,

i tli się złotą trawą ziemia, kędy szedł

cień, ślady nóg w popękanym wyciskając żwirze.

Wszelkich spazmów miłości zakryta pieczara,

a jeśli słońce wschodząc jej bramy uchyli,

syczą spalone zamki króla Baltazara,