(Pieśni Adriana Zielińskiego)

Gdzie indziej to samo szukanie odrębności w imię piękna wyrazi się marzeniem w czasie. Tak kończy się kontrastowy układ Walca; przypomnienie okrutnego losu, który czeka młodzieńca zrodzonego w roku 1911, zamyka się wezwaniem do jego matki:

Zapomnij. Nic nie ma prócz jasnej tej sali

I walca, i kwiatów, i świateł, i ech.

Świeczników sto w lustrach kołysząc się pali,

I oczy, i usta, i wrzawa, i śmiech.

Naprawdę po ciebie nie sięga dłoń żadna,

Przed lustrem na palcach unosząc się stań.

Na dworze jutrzenka i gwiazda poranna,

I dzwonią wesoło dzwoneczki u sań.