Dnia 17 marca, w niedzielę

Jużeśmy wczoraj do wieczerzy siadać mieli, kiedy nas zajechali arcyprzyjemni i zupełnie niespodziewani goście: księżna wojewodzina lubelska z mężem, ciotka moja. Dla ważnych spraw i obowiązków, a najwięcej dla obecności królewica, nie mogąc być na weselu p. starościny, gdy on do Kurlandii wyjechał, zjechali tu umyślnie, chcąc sobie to nagrodzić i państwu powinszować wydania córki za mąż szczęśliwie. Przyjazdem tych znakomitych gości znowu się nasz zamek ożywił; Jmć Dobrodziej nie posiada się z radości i prawdziwie miejsca księżnie znaleźć nie umie: rad by jej nieba przychylił, tak ją uwielbia i poważa. Księstwo wojewodowie już pięć lat w Maleszowej nie byli, ja przez ten czas z dziecka na pannę wyrosłam, dosyć się też nade mną wydziwić nie mogli; wstyd mi wyznać, ale mnie tak z urody chwalili, żem nie wiedziała, gdzie się podzieć. Bardzo są przyjemne te pochwały, ale kiedy je człowiek jakby przypadkiem usłyszy; wręcz powiedziane — niemal przykre; i milej mi teraz wspominać je sobie, jak by to wczora ich słuchać. Książę wojewoda powiedział bez żartu, że gdybym się pokazała w Warszawie, zgasłaby i starościanka Weslówna, i krajczyna Potocka, i księżna Sapieżyna, żona kanclerza, które za pierwsze piękności uchodzą; księżna zaś uznała, że mi tylko nie dostaje218 lepszego trzymania się, ułożenia, poloru. Jak żyję, tylum pochlebnych nie słyszała rzeczy i wcalem sobie nie wystawiała219, żebym tak dalece piękną była. Widziałam, jak na te pochwały rosło z radości serce Jmć Dobrodzieja, ale co Jmć Dobrodziejka, to mnie kazała przywołać dziś rano do siebie i mocno napominała, żebym tym słówkom zupełnej nie dawała wiary, zowiąc je dworszczyzną220.

Coś mi się wszystko221 wydaje, że są na mnie jakieś projekta. O, jak bym je też wiedzieć rada! Niespokojności mnie aż biorą i prawdziwie, że tej nocy dobrze spać nie mogłam, takie mi się dziwy snuły. Ale bo co też księstwo napowiadali rzeczy ciekawych, zabawnych; Państwo chcieli, żebym jak zwykle o dziesiątej z Madame i z siostrami na górę spać poszła, ale książę wojewoda uprosił, żem do końca wieczora siedziała. Jakie to były w Warszawie uczty, bale z powodu inwestytury królewica; nie pamiętają od dawna tak świetnych zapust: w ostatki we wszystkich kolegiach grano trajedie i komedie i taki jest powszechny do królewica zapał, że wszędzie były do niego przystosowania. Tak w ostatni poniedziałek (właśnie w dzień wesela Basi) u księży jezuitów grano Trajedię Antygona, w której Demetriusz, rycerz wielki, ojca swego od nieprzyjaciół obrania i państwo mu przywraca; na końcu więc takie do królewica powiedziano wiersze:

Nie u samych synowie wierni byli Greków,

Są Demetryjuszowie i u nas tych wieków.

Ty nam, Wielki Karolu, ten przykład wskrzesiłeś,

Gdy lepszego niż Greczyn ojca krzywd broniłeś;

Bądźże Ojcem Ojczyzny tej, króluj nad nami:

Wszyscy za Ciebie będziem Demetryjuszami.

Już więc królewic głośnych ma stronników, mnie coś do ucha szepce, że on królem polskim będzie; słuchałam z wielkim upodobaniem pochwał, które mu dawał książę wojewoda: to mój bohater i on wyjdzie na wielkiego człowieka. Ale cóż? kiedy to u nas o zgodę tak trudno; po kilku drobnych rzeczach dostrzegłam, że księżna wojewodzina nie jest tego zdania, innego króla życzy Rzeczypospolicie, nie królewica ani Poniatowskiego, zdaje mi się, że jakiegoś trzeciego ma na oku. Czyje też widoki i życzenia Bóg spełni? Prawdziwie rzecz ciekawa.