Poniatowski jest młody i bardzo piękny, uprzejmy, zwiedził wiele krajów, przejął grzeczność francuską i białogłowom szczególniej dziwnie podobać się umie; nauki i uczonych bardzo lubi; przeszło cztery lata ciągle w Petersburgu gościł jako sekretarz poselstwa Rzeczypospolitej, teraz niedawno odwołanym został, w wielkich tam był i jest faworach100 i na tym najwięcej gruntują nadzieję przyszłej jego wielkości, bo już od dawna wolnym na pozór Polakom nie ich własny wybór, ale obce mocarstwa narzucają królów.
Królewic Karol ma lat 26, z czterech synów dorosłych króla on jest trzeci w rzędzie, najwięcej od ojca i od wszystkich kochany i jak mówią, najgodniejszy kochania; postawa jego ma być okazała, twarz nadzwyczajnie przyjemna, łagodna, obejście się z każdym miłe. Rzadki ma dar serc ujmowania; prawie od urodzenia ciągle bawi w Polsce, kocha Polaków, zna nasz język; w Rzeczypospolitej i na grzecznym dworze chowany, ani jest dumny, ani nadto się pospolituje101. Uznawszy w nim te przymioty, król nasz, który synów swoich przy różnych dworach mieścić się stara, tego przeznaczył do służby w wojsku moskiewskim i do zarabiania na życzliwość dworu, na którego opiekę najwięcej rachuje. Rok będzie niedługo, jak go pierwszy raz do Petersburga wyprawił, miał w tym jaszcze i inne widoki: chciał, żeby królewic księciem Kurlandii mógł zostać. O tym Księstwie Kurlandzkim, jak sobie zapamiętam, tak mówiących słyszę, i oto jest, co mi o nim zostało w pamięci. Księstwem Kurlandzkim, państwem hołdowniczym Polski, król nasz, nie wiem doprawdy, jakim sposobem, miał prawo raz już tylko rozporządzić. W roku 1737 oddał go prawem lennym hrabi Bironowi i potomstwu jego płci męskiej; ale Biron, niegdyś faworyt imperatorowej Anny, wpadł w niełaskę i wygnany wraz z rodziną na Syberią został; tam już lat kilkanaście siedzi, a Księstwo Kurlandzkie dotąd było bez pana. Król nasz, namawiany od dawna do rozporządzenia nim na nowo, nakłonił się dać je synowi swojemu; ale do ważności tego daru przychylenia się Moskwy i stanów kurlandzkich trzeba było, gdyż Biron nie był prawnie, tylko jakby tymczasowo z tej godności wyzuty. Któż mógł snadniej to przychylenie sprawić od królewica Karola, który tak skłaniać serca ku sobie umie? Jadąc do Petersburga, zatrzymał się czas jakiś w Mitawie, stołecznym mieście Kurlandii, i ujął sobie znaczniejszych obywateli. Przyjechawszy do Petersburga, zaledwie kilka tygodni zabawił, kiedy imperatorowa Eliżbieta oświadczyła publicznie, że już nigdy ani Birona, ani synów jego nie odwoła z wygnania i że żąda nawet, aby król polski synowi swemu Księstwo Kurlandzkie nadał.
To jej oświadczenie i zalecenie uroczyście było oddane w roku przeszłym królowi, w chwili kiedy się sejm zgromadzał; ale że ten, według panującego od jakiegoś czasu obyczaju, zerwanym wcześnie został przez Podhorskiego, posła wołyńskiego, nie mogła być ta okoliczność na nim roztrząśnięta; zwołano więc radę senatu. Wielkie były spory: niektórzy senatorowie, osobliwie książęta Czartoryscy, dowodzili, że król nie ma już prawa rozporządzać Kurlandią, zwłaszcza bez sejmu, że Biron, nie wytrzymawszy procesu kryminalnego i sądu102, nie może być pozbawiony nadanego sobie raz księstwa; że wreszcie nadanie go królewicowi trwałym nie będzie, bo ze śmiercią panującej imperatorowej wszystko odmienić się może. Nic to nie pomogło, 5 tylko głosów było przeciwko królewicowi, 128 za nim, oczywiście więc przeważyli. Wielki kanclerz koronny diploma na to księstwo mu oddał, a dziś właśnie jest dzień naznaczony na inwestyturę103. Wielkie uczty mają się odprawiać w Warszawie. Król z radości, że doszła część widoków104 jego względem ukochanego syna, mówią, że na dziesięć lat odmłodniał. Ja wiedzieć nie mogę, czy to źle, czy dobrze się stało. To wiem, żem bardzo z tego kontenta, bo dobrze królewicowi życzę. Nie wiem doprawdy, skąd, za co i dlaczego, ale mocno mnie obchodzi; zdaje mi się, że los Rzeczypospolitej wkrótce od niego zależeć będzie, że on burzę Polakom grożącą odwróci, rząd dobry, prawa nam nada: tego wszystkiego nie będzie mógł zrobić, jeśli królem polskim po ojcu nie zostanie, a wszyscy mówią, że Księstwo Kurlandzkie bardzo mu może posłużyć za stopień do tronu. Bądź co bądź, żal mi trochę, żem w tej chwili nie w Warszawie; ciekawa bym była uczt, festynów, króla, dworu, a nade wszystko królewica. Będziemyż przynajmniej zdrowie jego u stołu spijać i głośno wykrzykiwać wiwaty.
Dnia 3 stycznia
Wczora, kiedy w najlepsze przy odgłosie nadwornej kapeli i strzelaniu naszej dragonii piliśmy wraz z gośćmi zdrowie księcia kurlandzkiego, pokojowiec wysłany do Warszawy wrócił i przywiózł listy donoszące, że dla105 słabości królewica odłożona uroczystość inwestytury na 8 stycznia. „To jakaś niedobra wróżba — powiedział Macieńko — usunęła się mitra106, wysunie się korona”. Jam się zasmuciła. Ale nie mogłam być długo smutna; zaraz po obiedzie przyjechało więcej gości; przyjechała pani podczaszyna Dembińska z synami i z córką, pan stolnik Jordan z żoną i z synem i nareszcie pan Świdziński, wojewoda bracławski, z synowcem swoim, księdzem Wojciechem, jezuitą; ten już był w Maleszowie kilka razy; bardzo zacny i pobożny. Państwo niezmiernie go lubią i szacują wysoko; chociaż jeszcze nie stary, wszyscy, jako księdza, całujemy go w rękę; na Basię szczególniej łaskaw, przywiózł jej różaniec i nową książkę do pacierza, „La Journée du chrétien107”; przy wieczerzy siedział przy niej i kilka razy do niej przemówił. Nic dziwnego, Basia najstarsza, najlepsza, wszyscy zawsze dla niej najgrzeczniejsi.
Dnia 5 stycznia, w piątek
Ciągle bawi pan wojewoda z synowcem i inni goście, a dziś podobno nowi przybędą. Przyjadą obadwa synowie pana wojewody, starszy — starosta radomski, młodszy — pułkownik wojsk króla Jmci. Pan wojewoda, wdowiec od lat kilkunastu, ma prócz tych synów dwie córki; obie już za mężem; starsza, Bona, jest za Granowskim, wojewodą rawskim, młodsza, Marianna, za Lanckorońskim, kasztelanem połanieckim: tej niedawno odprawiło się wesele. Tych panów Świdzińskich bardzo jestem ciekawa, bo obadwa chowali się we Francji, w Lunewilu; zupełnie inaczej muszą wyglądać jak nasi Polacy. Dobry król Stanisław, choć w obcym mieszka kraju, przecież swoim rodakom chce być użytecznym. W Lunewilu, gdzie rezyduje, utrzymuje własnym kosztem kilkunastu z młodzieży polskiej, tam im najpiękniejszą edukacją dawać każe. Panicze z najpierwszych familii ubiegają się o ten zaszczyt, wynajdują sobie pokrewieństwa z Leszczyńskim, choćby najdalsze; i nie ma dla młodego kawalera lepszej rekomendacji, jak kiedy powiedzieć o nim można: edukował się w Lunewilu, był w Paryżu. Już natenczas pewnie grzeczny, umie po francusku i z gracją tańcuje menueta i kontradanse. Wszyscy też kawalerowie z Francji przybyli wielki, zwłaszcza u białygłów, mają sukces108, i powtarzam, żem niezmiernie panów Świdzińskich ciekawa.
Dnia 6 stycznia, w sobotę
Przyjechali wczora po obiedzie, nie mogę powiedzieć, żeby byli zupełnie tak, jakem ich sobie wystawiła109, zwłaszcza pan starosta. Jam myślała, że zobaczę jakiegoś młodego, wysmukłego trefnisia110, podobnego do księcia Cheri (tak ślicznie wystawionego przez panią de Beaumont), który nie inaczej, tylko po francusku mówić będzie; a pan starosta już niemłody, ma lat trzydzieści, dosyć otyły, tańcować nie lubi i nawet nie wiem, jak mówi po francusku, bo się ani razu z francuszczyzną nie odezwał; łacinę tak miesza jak i ojciec jego. Pan pułkownik lepiej mi się podobał: młodszy, w mundurze i przecież parę razy po francusku przebąknął.
Dziś Trzy Króle, dzień wesoły, odprawi się ceremonia wyzwolenia Michała Chronowskiego i ogromny placek pieką w kuchni z migdałem, kto też go dostanie? Ach! mój Boże! gdybym ja królową została! mnie by wieniec na głowę włożyli, ja bym miała prawo przez cały wieczór rej wodzić111 w zabawach! O! dopiero byłyżby tańce!... Może i tak będą, bo bardzo wiele spodziewamy się gości. Mruczał sobie stary nasz kredencerz112 pod nosem, że przed kościołem w Piotrkowicach pełno ma być karet, kolasek i bryczek; on już zawczasu zrzędzi i narzeka na robotę; a ja z radości skaczę. Mój Boże! jak to jedna rzecz jednego martwi, a drugiego cieszy.