Czyż jestem niedołęgą?
Siedziała bez ruchu z zamkniętymi oczyma, przyciśnięta do mnie, tuląc ciało do mej piersi, i nie mówiła nic. Słyszałem uderzenia naszych serc podobne do tętentu koni.
Pocałowałem ją.
Nie wiedziałem już, co się ze mną dzieje, gadałem głupstwa, z których się śmiała, szeptałem pieszczotliwie, gładziłem jej policzki, całowałem dużo razy. Potem rozpiąłem kilka guzików stanika i zobaczyłem wychylające się z koszuli dwie krągłe, białe piersi.
— Pozwól zobaczyć! — szepnąłem, rozpinając stanik szerzej. Ale wzburzony wielce nie mogłem sobie poradzić z guzikami dolnymi, tam gdzie materia była silniej naciągnięta...
Otoczyła mi ramieniem szyję ruchem powolnym, pieściwym, z jej różowych ust, z drgających nozdrzy płynął słodki wiew, drugą zaś ręką zaczęła sama rozpinać guziki. Śmiała się z zakłopotaniem, krótko i spoglądała ku mnie raz po raz, czy dostrzegam, że się wstydzi. Rozwiązała sznurowadło, otwarła gorset upojona i trwożna. Ja zaś zacząłem niezgrabnymi rękami manipulować wśród tych guzików i wstążek.
Gładziła mnie lewą ręką po plecach, by odwrócić uwagę od tego, co czyni, i mówiła:
— Jakże dużo wypadło panu włosów!...
— Tak... — przyznałem, pochylając usta do jej piersi. W tej chwili legła na sofie rozpięta całkiem, ale za moment wstała, jakby czując, że poszła za daleko, i zakryła się. Chcąc odwrócić uwagę od swej nagości, jęła znowu powtarzać, że mi wypadają włosy.
— Czemu panu tak wypadają?...