— Nie wiem.
— Pije pan pewnie za dużo!... Pfe! Nie trzeba... to wstyd... nie pomyślałabym nigdy... Taki młody i już traci włosy... Teraz musi mi pan opowiedzieć, jak pan żyje. Pewna jestem, że to coś strasznego, tylko bez wykrętów! Spostrzegę zaraz, gdy pan coś zechce taić! No, dalejże!
Ach, jakże byłem zmęczony! Wolałbym stokroć siedzieć i patrzyć na nią, niż udawać zdobywcę i mordować się tymi usiłowaniami. Nic już nie byłem wart! Życie zmieniło mnie w łachman.
— Niechże pan zaczyna! — rzekła.
Korzystając ze sposobności, opowiedziałem wszystko i samą jeno prawdę. Nie przesadzałem wcale celem pobudzenia jej litości. Przyznałem się również do sprzeniewierzenia pięciu koron.
Siedziała, słuchając z otwartymi ustami, blada, przerażona, spozierając nieprzytomnie. Chcąc zatrzeć smutne wrażenie, zebrałem się w sobie i rzekłem:
— Ale teraz wszystko minęło już, nie ma o czymś takim mowy, jestem zabezpieczony...
Ale nie dodało jej to odwagi.
— Broń mnie, Boże! — rzekła i zamilkła. Słowa te powtórzyła potem kilkakrotnie z krótkimi pauzami: — Broń mnie, Boże!
Zacząłem żartować, łaskotać ją pod pachami, tuliłem do piersi. Zapięła z powrotem stanik i to mnie zgniewało. Czemuż to uczyniła? Czyż w jej oczach byłem teraz mniej wart, niżbym złym życiem spowodował wypadanie włosów? Czyżby mnie wolała, gdybym się podał za rozpustnika? — Dosyć tego! — powiedziałem sobie. — Jeśli tak być musi, okażę, że jestem mężczyzną!...