Należało zacząć na nowo.

Położyłem ją po prostu na sofie. Broniła się bardzo słabo, patrzyła tylko ze zdumieniem.

— Jak to? Cóż pan zamierza?... — spytała,

— Co zamierzam?

— Nie... nie...

— Ależ tak...

— Nie! Niech pan słucha! — zawołała i dodała okrutnie: — Pan oszalał! Tak, jestem tego niemal pewna!

Bezwiednie wstrzymałem się.

— Myśli pani to na serio? — spytałem.

— Serio! Wygląda pan tak dziwnie... A owego dnia, kiedy mnie pan ścigał, nie był pan pijany?