Spojrzała na zegar i drgnęła.
— Ach! Zaraz nadejdzie służąca! — To były jej pierwsze słowa.
Zrozumiałem tę uwagę i podniosłem się. Chwyciła płaszcz, jakby go chciała wdziać, ale po rozwadze rzuciła go i podeszła do kominka blada i coraz bardziej niespokojna. Po chwili rzekłem, by zamaskować, że mnie wyprasza:
— Czy ojciec pani był wojskowym?
— Tak! Skąd pan to wie?
— Nie wiem. Tak mi to jeno przyszło na myśl.
— Dziwna rzecz!
— O tak! Miewam takie jasnowidzenia w pewnych sprawach. To również skutek mego szaleństwa!... — rzekłem.
Spojrzała na mnie, ale nie odezwała się ani słowem. Czułem, że dręczę ją swą obecnością, i chciałem skończyć. Zwróciłem się do drzwi, myśląc, czy mnie pocałuje, czy poda bodaj rękę. Stanąłem, czekając.
— Odchodzi pan już? — spytała od kominka.