Ha... tak nikczemnej przekupki nie widziałem dotąd! Szedłem przez plac, pożerałem ciastka, przez cały czas mówiłem głośno o tej babie, jej bezczelności, i powtórzywszy niemal dosłownie cały dialog, doszedłem do przekonania, że zwyciężyłem. Jadłem na oczach wszystkich ludzi ciastka i nie przestawałem mówić.

Ciastka nikły jedno po drugim, nie doznawałem skłonności do wymiotów mimo nadmiaru, byłem ogłodzony do cna. Oby tylko nie trzeba było oddać! Chłonąłem tak chciwie jedzenie, że omal nie pożarłem ostatniego ciastka, przeznaczonego z góry dla malca, którego opluł rudobrody w Wognmandstraede.

Nie mogłem zapomnieć miny chłopca w chwili, gdy się zerwał, zaczął kląć i płakać. Obrócił się także ku memu oknu, by zobaczyć, czy i ja się z niego śmieję... Bóg raczy wiedzieć, czy go zastanę o tej porze. Z wysiłkiem i możliwie szybko dążyłem ku Wognmandstraede, minąłem miejsce, gdzie potargałem dramat i gdzie leżało jeszcze kilka kartek, obszedłem z dala policjanta, którego zadziwiłem niedawno swym zachowaniem, i dotarłem w końcu do bramy, gdzie siedział chłopiec.

Nie było go, ulica świeciła pustką, ciemno się przy tym zrobiło, nie zobaczyłem też malca, który musiał już wrócić do domu. Ostrożnie położyłem ciastko, oparłem je o drzwi, zastukałem silnie i odbiegłem prędko. Znajdzie je niezawodnie, pomyślałem, gdy tylko wyjdzie. Oczy mi napełniły łzy głupiej radości, że dziecko znajdzie przysmak.

Wróciłem do portu.

Nie byłem już głodny, ale połknięte słodycze wywołały nudności. Na nowo zahuczało mi w głowie od szaleńczych myśli. Co by się stało, gdybym tak cichaczem poprzecinał liny okrętów albo nagle wrzasnął: „Gore!”?

Kroczyłem wybrzeżem, siadłem na jakiejś skrzyni, założyłem ręce i uczułem, że coraz bardziej kręci mi się w głowie. Ale nie ruszyłem się i nie czyniłem wysiłków, by walczyć z osłabieniem.

Zapatrzony w barkę „Kopegoro” z rosyjską flagą, ujrzałem na tylnym pomoście jakiegoś mężczyznę. Czerwone latarnie u lewej burty oświecały jego twarz. Wstałem i przemówiłem doń. Nie miałem żadnego celu, nie spodziewałem się też odpowiedzi. Spytałem:

— Czy pan rusza dziś w drogę, kapitanie?

— Tak... niedługo! — odparł.